środa, 2 maja 2018

Największe rozczarowanie ostatnich miesięcy.

Witam ponownie na moim blogu.
Dzisiaj podzielę się z wami moim ogromnym rozczarowaniem,
ten produkt zawiódł mnie jeszcze mocniej niż pomadka z Kat Von D,
o której wspominałam jakiś czas temu w >>tym wpisie<< .
Mowa o chyba najbardziej kultowym podkładzie jaki istnieje,
kochany przez tysiące kobiet na całym świecie, polecany przez wizażystów,
uważany za najtrwalszy i jeden z najlepiej kryjący produktów...
Chodzi o Estee Lauder Double Wear, w odcieniu 1N0,
jest to ładny, beżowy odcień, który w końcu pasuje do mojej jasnej, neutralnej karnacji
chociaż trochę oksyduje na mojej skórze, ale to akurat robi mi większość podkładów.


Na załączonym obrazku możecie zobaczyć podkład w buteleczce
oraz krycie tego podkładu - zakrywa tatuaż w jakiś 80%
( Swoją drogą tatuaż na nadgarstku to świetny wyznacznik krycia kosmetyków
i nieraz pomógł mi podczas zakupów i porównywania kosmetyków ;) ).
Wracając do tematu bo pewnie już umieracie z niecierpliwości dlaczego nie jestem zadowolona?
Otóż podkład faktycznie ma świetne krycie, ogólnie ładnie wygląda po nałożeniu na skórę
i również po przypudrowaniu oraz przez najbliższe jakieś ok.3 godziny...
a później zaczyna mi okrutnie migrować w pory...
Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia, jednak ciężko mi było uchwycić jak to naprawdę wygląda
bo makijaż zazwyczaj zmywam późno wieczorem i nie mam możliwości zrobić zdjęcia
przy dobrym świetle, które dobrze by pokazało stan faktyczny.
W każdym razie kosmetyk ten po prostu opuszcza skórę pozostawiając ją taką jaką jest
czyli zaczerwienioną i brzydką a wchodzi sobie w pory mimo nawet bakingu w tym miejscu.


Naprawdę wygląda to idiotycznie bo mam beżowe, niemal białe kropeczki na różywm tle...
Co więcej najbardziej tak migruje z miejsca, w którym najbardziej chciałabym żeby był,
bo właśnie w okolicach nosa mam najwięcej zaczerwienień i niedoskonałości.
Próbowałam go na różnych kremach, z kilkoma bazami i bez nich a efekt jest zawsze taki sam. 
Co więcej nie zauważyłam też po dłuższym stosowaniu żeby był bardziej trwały
czy mniej się wyświecał niż np. mój ukochany Skin Balance firmy Pierre Rene,
a różnica cenowa między nimi jest kolosalna bo Pierre Rene kosztuje niecałe 30 zł
a za Eldw trzeba zapłacić w Douglasie 179 zł... 
Dla mnie to żenada, że podkład za tyle kasy zachowuje się gorzej niż podkłady
drogeryjne, których używam... żaden podkład nigdy nie zrobił mi czegoś takiego.
Ponadto produkt przy próbie odciśnięcia sebum dość mocno opuszcza skórę
i transferuje się na bibułkę matującą czy chusteczkę przez co w połowie dnia
czuję się bardzo niekomfortowo mając go na sobie.
Miałam kiedyś odlewkę tego podkładu w odcieniu 1N1 i nie pamiętał żeby 
aż tak się zachowywał, ale że był dla mnie za żółty to dodawałam go do innych podkładów
i tymbardziej nic takiego nie miało miejsca. Być może zmienili jego formułę, na gorszą.
Nie jest to tragiczny produkt i rozumiem, że niektórzy mogą się nim zachwycać,
jednak dla mnie ani nie wyróżnia się trwałością ani niczym innym, 
bo takie krycie jestem w stanie uzyskać budując krycie, dokładając podkładu
czy kładąc w niektóre miejsca dosłownie odrobinę korektora
bez migrowania w pory i jakiegokolwiek bezsensownego przemieszczania się 
po mojej twarzy. Moim zdaniem nie warto bo w tej cenie jesteśmy w stanie
dopaść w drogerii ok 4 naprawdę dobrych podkładów, które nie rujnują portfela
i można sobie pozwolić np. na kilka odcieni czy rodzajów jeśli potrzebuje się je sobie mieszać
czy też używać na klientkach, a można im jednocześnie w 100% zaufać.


A wy znacie ten kosmetyk?
Jeśli tak to dajcie znać koniecznie co o nim sądzicie. 

8 komentarzy:

  1. Jak dla mnie rewelacyjny. Nie wiem ile buteleczek już zużyłam. Pierwszy raz spotykam się z negatywną opinią, ale to dowód na to że każda cera jest inna ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam w ciężkim szoku, zwłaszcza że kiedyś miałam odlewkę tego podkładu i jak wspomniałam nic takiego nie miało miejsca.

      Usuń
  2. Ja też się nie lubię z DW :( zapycha mnie w trybie natychmiastowym..
    Pozdrawiam, Chmielova

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób zapycha dlatego większość używa go tylko na wielkie wyjścia, jednak ja bym mu nie mogła zaufać.

      Usuń
  3. Woow ile mamy wspólnego. Również używam Pierre Rene skin balance w odcieniu 20 i jest to mój ulubiony podkład, zawsze wracam do niego z podkulonym ogonem że tak powiem. Este Lauder się u mnie również nie sprawdził naszczescie nie kupiłam go a testowalam z próbki,kryje fajnie przez pierwsze kilka godzin a potem nie dość że waży się i obciąża skórę to jeszcze okropnie się ściera #zupełnaPorażka
    Ps.testujemy krycie w ten sam sposób, tatuaż ma więcej plusów niż można się spodziewać hihi pozdrawiam Aga :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie znaleźć takiego kosmetykowego bliźniaka :D

      Usuń
  4. super blog, ja wrzucam kosmetyki na instagram i faktycznie to, co dla jednych jest numerem 1 dla mnie niekoniecznie :)

    OdpowiedzUsuń