Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera mieszana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera mieszana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2016

Tanie, drogeryjne podkłady i korektory.


Już od dawna planowałam ten post - dzisiaj poznacie moje ulubione produkty do zakrywania mankamentów urody. Z racji takiej, że większość z tych kosmetyków już dawno wyrzuciłam,
albo są w takim stanie, że nic już nie widać na opakowaniu dzisiaj w dużej mierze
będę posługiwać się zdjęciami ze stron producentów. 


Zacznę od mojego pierwszego podkładu, który dobrze się u mnie sprawdził
używałam go kilka lat temu, ale dobrze go pamiętam


Affinitone z Maybelline to naprawdę dobry produkt. Jedyne co mnie irytowało to jego konsystencja,
która jest bardzo wodnista. Ma delikatne krycie i daje naturalny efekt, 
wtedy moja cera była bardzo dobrym stanie więc wystarczyło lekko wyrównać koloryt skóry
i wyglądałam jak po photoshopie, a że wtedy często chodziłam na zdjęcia tego właśnie oczekiwałam.
Na źle przygotowanej - zbyt słabo nawilżonej skórze produkt się trochę waży.
Kosztuje ok. 20 zł w drogeriach, w internecie troszkę taniej.


Zaprzyjaźniłam się też ze Stay Matte marki Rimmel i gdyby nie to, że ciemnieje na buzi 
a jak wiecie jestem bardzo blada byłby moim ulubieńcem.


Krycie jest bardzo mocne, ma konsystencję musu więc najlepiej nakładać go palcami.
W drogeriach jego koszt to ok. 20 zł a w internecie chodzi już po 13. 
Warto go wypróbować, cenie go za trwałość i rzeczywiście wraz z dobrym matującym pudrem zapewni nam pięknie matową skóre przez wiele godzin.


Revlon Colorstay jest klasykiem. Używają go zarówno amatorki makijażu jak i wizażystki. 


Krycie według wielu osób jest mocne, ale jak dla mnie to takie średnie + .
Największym minusem jest brak pompki ( ponoć wprowadzono już nowe wersje z pompką )
i cena w drogeriach, która wynosi ok. 70 zł a w internecie można go kupić za mniej niż 30.
Lubię go, ale nie kupiłabym go za standardową cenę bo po prostu szału nie robi.
Jest dla mnie takim przeciętniakiem, sprawdza się, nie zawodzi ale nie jest to coś fenomenalnego.
No i moją wrażliwą skórę trochę podrażniał - piekły mnie po nim czasami okolice nosa.


Zakochałam się Skin Balance firmy Pierre Rene.


On jest moim dotychczasowym ulubieńcem - piękne krycie podobne do w.w Revlona 
więc takie średnie z plusem nie robiące efektu maski co jest bardzo ważne ,
wygodne opakowanie z pompką, cena waha się od między 22 a 30 zł.
Jest trwały, znajdziemy tam kolor idealny dla bladziochów ( mój numer to 20 ).
Bardzo się polubiliśmy - nie sprawia żadnych problemów na mojej mieszanej cerze.


Odkryciem ostatnich tygodni okazał się dla mnie podkład firmy Ingrid który jest tutaj najtańszy 
kupiłam go w drogerii internetowej za niecałe 13 zł. 


Nazywa się Ideal Face i rzeczywiście dla osób, które mają nieco zaczerwienień i innych mankamentów daje bardzo fajny, naturalny efekt. 
Krycie jest delikatne, porównałabym go do Affinitone. 
Znalazłam swój idealny kolor - nr. 10 kość słoniowa, który jest dla mnie perfekcyjny.
Fajnie się miesza z innymi podkładami więc kością słoniową można rozjaśnić inny fluid.
ja jeśli chce wzmocnić krycie to dodaje do niego najczęściej mojego Skin Balance.
Dodatkowo opakowanie jest lekkie, wygodne i z pompką. 
Minusem jest to, że nie widać ile produktu nam zostało ale wybaczam za 
stosunkowo wysoką jakość i niską cerę. U mnie to produkt idealny na codzień. 


Teraz przejdę do korektorów, tylko dwa, które znam są według mnie godne uwagi
 - zacznę od polskiej marki Hean.


High Definition kosztuje ok. 13 zł, jeśli ktoś ma delikatne since wokół oczu to świetnie
je zakryje. Jest trwały, nie zbiera się po chwili w zmarszczkach więc po prostu bardzo go lubię.
Co więcej kosmetyk jest naprawdę wydajny. 


Na koniec zostawiłam sobie mój najnowszy dobytek - Loreal True Match


Spodziewałam się po nim czegoś więcej bo w regularnej cenie  w Rossmannie kosztuje prawie 4 dychy, a w internecie do kupienia już za 18 zł. Dużo osób go chwali,
ja go nawet polubiłam, ale nie jest to kosmetyk mojego życia.
Krycie ma rzeczywiście mocne, ale trzeba go dobrze wklepać i przyprudrować żeby nie zbierał 
się w zmarszczkach. Numer 1 jest bardzo, bardzo jasny więc u mnie po prostu się sprawdza
niestety trzeba uważać bo jak nałożymy go za dużo to po prostu nam ściemnieje.  


Piszcie w komentarzach o waszych ulubionych niedrogich kosmetykach ! 

czwartek, 14 kwietnia 2016

Ziaja - pielęgnacyjne hity i kity.

Przepraszam was bardzo, że tyle czasu mnie nie było ale miałam trochę spraw na główie
i nie miałam zwyczajnie siły. Dziś jest po północy a ja w końcu mam czas i wenę,
żeby napisać dla was kolejne recenzje i tym razem na tapetę bierzemy firmę Ziaja:
ogólnie to lubię kosmetyki tej marki, są całkiem niezłe jakościowo
i bardzo tanie, dodatkowo mają w miarę naturalne składy.



Płynów do higieny intymnej tej marki używam od dawna.
Są dwie pojemności mniejsze takie jak na zdjęciu i duże butelki ( chyba 500 ml ) z dozownikiem,
które spokojnie starczają na ok. 5 miesiecy także bardzo wydajne.
Są delikatne, mają też subtelny przyjemny zapach, pielęgnują wrażliwe miejsca,
a to dla mnie szczególnie ważne bo u mnie ta strefa już niejednokrotnie była podrażniona
i to nie przez szalone eksperymenty rodem z " 50 twarzy Greya " a przez kosmetyki
nawet te teoretycznie stworzone właśnie do pielęgnacji okolic intymnych.
Także tutaj marka Ziaja ma ogromnego plusa.




Żel pod oczy i na powieki niestety nie zrobił na mnie żadnego wrażenia,
nie zauważyłam żadnej różnicy po stosowaniu tego produktu więc moim zdaniem
zakup jego okazał się kompletnie zbędny, ale chociaż dobrze, że nie podrażnia
bo kremy pod oczy lubią to robić z moją wrażliwą skórą.





Kupiłam ten krem kozie mleko bo jakiś czas temu miałam kilka jego próbek
i świetnie mi się wtedy sprawdził.
Bardziej natłuszcza niż nawilża buzie, wprawdzie jest do cery suchej u mnie na mieszanej naprawdę fajnie się zapowiadał po kilku zastosowaniach ale teraz żałuję, że kupiłam duże opakowanie. 
Plus za filtr SPF 20 bo tego o tej porze roku potrzebuje.
Jestem niezadowolona bo z tyłu opakowania pisze, że krem świetnie nadaje się pod makijaż, ale to bujda. Nie ważne ile pudru użyjecie po godzinie i tak będziecie się świecić jak psu jaja, że tak powiem. Nawet właścicielki suchej skóry raczej nie lubią i wolą uniknąć
 efektu świecenia więc nie wiem o co chodziło autorom...
Następnym razem jednak nie będę eksperymentować i zdecyduje się na produkt,
który faktycznie jest do pielęgnacji mojego typu cery albo taki, który po prostu mam sprawdzony. 




Bio aloes kocham, wprawdzie znów produkt teoretycznie nie do mojej cery bo do normalnej/suchej,
ale jest tak genialny: delikatny, lekki, świetnie nawilża a policzki mam bardzo suche więc na tym też mi zależy. Nie wiem ile opakowań zużyłam, ale pewnie z 5.
Przez grubo ponad rok jak nie więcej nie używałam innego kremu
i pewnie wrocę do niego za jakiś czas z podkulonym ogonem.
Używałam na dzień i na noc, opakowanie bardzo wydajne,
pod makijaż również się nadaje bo szybciutko się wchłania i nie psuje efektu zmatowienia
a dzięki niemu wiem, że moja buzia jest cały czas pielęgnowana.
Jego polecam każdemu, bo jest wyjątkowo lekki i fajnie nawilża
a pamiętajcie, ze nawet tłusta cera potrzebuje nawilżenia
( bardzo często dlatego, że nawilżenia jej brakuje robi się tłusta ! ).
No po prostu mój ulubieniec życia.


Klasyczny dezodorant w kulce, ma cytrusowy zapach chociaż przyznam szczerze,
że na początku ciężko mi było do niego przywyknąć, to teraz nawet go polubiłam.
Robi co ma robić, nie śmierdzę dzięki niemu jak brudas nawet pod koniec dnia chociaż wiadomo,
że po ciężkim dniu w szkole, pracy nie będę też pachnieć jak perfumy Chanel...
No i co dla mnie bardzo ważne nie podrażnia mojej delikatnej skóry pod pachami 
a z tym często się spotykałam przy różnych antyperspirantach także jest okej
może kupię ponownie, ale raczej sięgnę po moje ukochane Lady Speed Stick w żelu.



O tym bublu już wam kiedyś pisałam, ale przy okazji wspominania o kosmetykach tej marki warto was przed nim przestrzec. Nie wiem nawet jakim cudem ten kosmetyk został dopuszczony do sprzedazy bo jest tragiczny. Krycie żadne, jedynie efekt świecenia się jak choinka
na dodatek roluje się i po delikatnym dotknięciu twarzy mamy na niej pełno takich białych farfocli.
I absolutnie nie koryguje zaczerwienień bo w nim nie ma praktycznie żadnych pigmentów.
Produkt nie warty nawet tych kilku złotych no i to czego najbardziej oczekujemy niezgodne z obietnicami producenta a tego nie znoszę, czuję się oszukana. 



Na koniec mój ulubiony peeling - niech was nie zmyli nazwa pasta.
Jest to po prostu delikatny peeling, który przyjemnie pachnie i nie podrażnia twarzy.
Nie zauważyłam wprawdzie jakiegoś szczególnego przeciwzaskórnikowego
działania, ale za to jak mi się sprawdza wybaczam i kupuję ponownie. 
Bo i oczyści buzię i delikatnie złuszczy obumarły naskórek.



Jakie są wasze ulubione kosmetyki tej marki  a z jakimi nie chcecie mieć nic wspólnego? 
Piszcie w komentarzach !