Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kit. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2016

Pędzle Lancrone - spore rozczarowanie.

Dziś niestety nie będzie tak wesoło jak przy ostatniej recenzji.
Jakiś czas temu zachwalałam wam zestaw pędzli Susnhade Minerals. 
Z tego co się orientuje to ten sam producent co Lancrone
więc bez wahania zamówiłam zestaw 7 pędzli tej marki. 
Miałam wobec nich dość wysokie oczekiwania bo mimo niskiej ceny ( ok. 40 zł )
zapowiadały się fajnie, a własnie zestaw Susnhade Minerals był genialny i równie tani
( wciąż z nich korzystam i planuję zamówić kolejne ).



Pędzel 1 od lewej duży do pudru: włosie jest dość rzadkie i kłujące, spełnia swoje zadanie
ale wolę jednak puder nakładać czymś mięciutkim. 

Pędzel 2 do różu/bronzera: równie ostre włosie, również dość rzadkie
i ten pędzelek po prostu powędrował do mojej mamy bo jej to nie przeszkadza
ja mam wiele milszych i fajniejszych pędzli do tego typu zadań.

Pędzel 3 do podkładu: ja nim podkładu nakładać nie lubię, ale jest miękki a włosie lepiej zbite
i fajnie mi się nim aplikuje rozświetlacz o dziwo.

Pędzle 4,5,6 do cieni do powiek: one akurat nie kłują, ale nie są też najwyższej jakości
dobre dla początkujących ja wymagam czegoś więcej od pędzla do blendowania
czy nakładania cieni.

Pędzel 7 do brwi/eyelinera: do brwi uwielbiam ten pędzel ciągle go ostatnio używam
do kresek niezbyt się nadaje bo jest za duży, ewentualnie do przyciemnienia czarnym cieniem linii rzęs bo jednak włosie nie jest idealnie przycięte
ale akurat z tego gagatka jestem zadowolona mimo wszystko.



Plusem jest to, że pędzle przychodzą do nas w porządnym, ładnym etui,
które na pewno mi się przyda więc jego nie zamierzam się pozbywać. 

Dopiero po zamówieniu tych pędzli ogarnęłam, że większość jest z naturalnego włosia
i aż mi się smutno zrobiło bo nie lubię za bardzo obdzierać zwierzątek z futerek
mimo, że podobno włosie jest wyczesywane i zwierzęta przy tym nie cierpią.
Za taką cenę nie ma tragedii bo pędzelki są solidnie wykonane, włosie nie wypada.
Tylko po prostu nie są szałowe, a ja żałuje tylko że nie zamówiłam po prostu kolejnego
zestawu Susnhade Minerals bo jednak one są naprawdę świetne a cenowo wyszloby podobnie.
Dla osób początkujących do własnego użytku za niską kwotę myślę, że ten zestaw się sprawdzi
ale ja oczekuję czegoś więcej, lepszej jakości pędzelków więc kilka tych sprzedam na vinted
albo gdzieś indziej za jakieś grosze i grzecznie zamówie sobie właśnie Susnhade Minerals,
które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu kto docenia po prostu dobrą jakość za niską cenę.




A wy znacie te pędzle albo Susnhade Minerals? Jakie jest wasze zdanie o nich?

niedziela, 24 lipca 2016

Największe kosmetyczne BUBLE ostatnich miesięcy.

Tym razem trochę ponarzekam, o większości tych produktów jeśli nie o wszystkich już wam opowiadałam, ale teraz zbiorę to wszystko w jedno miejsce by móc przestrzec
innych czego lepiej unikać i co jest powodem mojego zdania.
Chociaż wiadomo to co u mnie się nie sprawdza u Ciebie może być ulubieńcem życia :)



Mam swój ulubiony tusz Lovely - ten w żóltym opakowaniu i po pozytywnych recenzjach
wersji lash extension spodziewałam się wiele, ale dostałam dość gęsty produkt, który skleja rzęsy 
i nabiera za dużo tuszu, który trzeba potem wycierać w opakowanie ( dlatego jest całe uwalone ).
Szczoteczka byłaby fajna gdyby igiełki nie były tak ostre - spotkanie szczoteczki z okiem nigdy
nie jest przyjemne, ale niestety w przypadku tego produktu serio bolesne,
Zauważyłam, że trochę się rozmazuje i obsypuje i niby za 10 zł nie powinnam się czepiać,
ale ta wersja pump up ( żółte opakowanie ) trzyma się idealnie od rana do wieczora
więc tutaj mocny zawód ze strony tego kosmetyku.



Ten róż mineralny też jest tragedią i chyba w koszu wyląduje bo innego zastosowania nie widzę.
Ogólnie ja bardzo lubię kosmetyki tej marki ale również ta propozycja totalnie nietrafiona.
Używam zawsze czystych pędzli ( myje codziennie praktycznie, po każdym użyciu )
nie babram w kosmetykach brudnymi rękoma więc czemu na wierzchu kosmetyku
tworzy się taka paskudna skorupa... Jest bardzo słabo napigmentowany
w dodatku śmierdzi. No a kolor oszukany bo wydawało mi się, że będzie subtelny
a jest dość mocny - brak pigmentacji wyrównuje na szczęście ten efekt.



Makeup Revolution to jedna z moich ulubionych tanich firm produkujących kosmetyki
ale niestety matowa zastygająca pomadka jest bublem roku.
Kolor Velvet Vamp jest genialny, ale niestety sama pomadka ma bardzo słabą trwałość,
paskudnie się zjada i na koniec zaczyna się rolować - robią się takie paskudne grudy...
Już o niej kiedyś pisałam i chociaż robiłam jeszcze do niej kilka podejść
za każdym razem byłam tak samo zawiedziona i bardzo mi przykro z tego powodu.
Za jej cenę można kupić coś o wiele lepszego jak pomadki z Golden Rose albo Wibo.



Odświeżająca mgiełka do twarzy z Avonu miała mi służyć jako alternatywa dla wody termalnej.
Niestety zarówno aloes jak i bawełna są na szarym końcu w składzie,
mamy również składnik, który zwiększa wrażliwość skóry na słońce - na lato odpada... 
Jak można wypuścić taki produkt w sezonie letnim kiedy wiele osób używa takich rzeczy
właśnie do odświeżenia się na plaży czy gdziekolwiek indziej...
Płyn poleciał do kosza a mi zostało opakowanie, dla którego na pewno znajdę zastosowanie.



Wiadomo, ze w lecie człowiek się poci... jego stopy również i żeby one nie śmierdziały to kupiłam 
ten spray, który podobno ma zabijać przykre zapachy...
Na koniec ciężkiego dnia czujemy zmieszany smrodek nóg i zapach lawendy do tego...
Nie wiem po co wypuszczać takie produkty skoro nie działają i robią tylko samo zło.
Zmarnowane pieniądze i czas na aplikacje tego produktu.



Na szczęście nie mam tak dużo tych bubli biorąc pod uwagę, że to podsumowanie
z ostatnich około 6 miesięcy to 5 produktów nie jest złym wynikiem
a na szczęście są to tanie kosmetyki więc nie ubolewam bardzo nad kwotą,
które na nie zmarnowałam i oby było tak dalej.

Ja wyjeżdżam teraz na wakacje prawdopodobnie na tydzień więc znów
będzie cisza na moim blogu, ale zostańcie ze mną bo jak tylko wrócę
mam dla was kolejne recenzje kosmetyków i akcesorii kosmetycznych.

Piszcie w komentarzach co wy sądzicie o moich bublach!

niedziela, 29 maja 2016

HAUL: Avon, katalog 7/2016

Zacznę od tego, że muszę was bardzo przeprosić, bo ostatnio nic nie dodawałam,
ale sprawy rodzinne niestety nie mogły zostać bez załatwienia a skoro już jest okej
to postaram się dalej conajmniej raz w tygodniu przygotowywać dla was post!

Ostatnio zostałam konsultantką Avon ale tylko na własne potrzeby - nie pozysykuję klientów etc.
tylko sobie zamawiam kosmetyki i ewentualnie jakimś bliskim osobom jeśli o coś poproszą.
Stwierdziłam, że mogę spróbować bo chociaż Avon raczej nie słynie z dobrej jakości kosmetyków,
to warto mieć jakiś rabat i niektóre produkty będę chętnie zamawiać,
zwłaszcza, że mają swoje perełki takie jak Little Black Dress albo baza pod cienie
a dzięki temu ja przynajmniej będę mieć o czym pisać na blogu. 
Najbardziej cieszy mnie dostęp do próbek - miniaturki szminek czy perfum starczają na kilka użyć,
mieszczą się wszędzie no i łatwiej potem dobrać sobie pełnowymiarowy produkt
ale o nich nie będę się rozpisywać bo zwyczajnie nie chcę tak przedłużać wpisu 
mam ich ok. 50 więc może kiedyś zrobię osobną notkę o próbkach jakie posiadam.




Woda perfumowana Femme ma słodki, delikatny i przyjemny zapach owocowo-kwiatowy,
przez ostatni tydzień sięgałam tylko po nią i jeszcze bardziej ją polubiłam
mimo, że utrzymuje się naprawdę krótko na skórze biorąc pod uwagę inne produkty 
tego typu jakie mam w swojej kolekcji a naprawdę jest ich sporo. 
Kosztuje regularnie ok. 40 zł tutaj mam opakowanie 50ml
nie jest zbyt wydajna ale jak mi się skończy to kupię znowu - fajny zapach na tą porę roku.



Perfumowany dezodorant - nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś go używał faktycznie pod pachy
za to jako tańsza alternatywa dla wody toaletowej świetnie się sprawdza.
Zapach Rare Pearls jest czymś co kocham jest mocniejszy niż Femme, wyrafinowany, 
całkiem długo utrzymuje się na skórze a to jest wiadomo istotne. 
Nie pachnie jak większość zapachów tej marki - tanio i przeciętnie,
ale daje złudzenie luksusu, udaje perfumy z naprawdę wyższej półki. 
Teraz w katalogu 8/2016 kosztuje 22,99 zł i uważam, że jeśli ktoś lubi
takie klasyczne zapachy, które przywodzą na myśl elegancką damę z początków XX wieku
to uważam, że naprawdę warto sobie wypróbować ten kosmetyk.



Teraz produkt który mnie serio wkurzył... a właściwie nie sama szminka bo za cenę 7 zł
nie spodziewam się cudów ale zdjęcie i nazwa kosmetyku Purple Power z serii Color Trend
jest supełnie czymś innym niż dostałam - w katalogu był piękny, ciemny śliwkowy odcień 
nazwa też sugeruje fiolet a tu niespodzianka - słabo napigmentowane bordo...
Kolor wina, burgund jeśli ktoś woli ciemna czerwień ale na pewno nie ma to wiele
wspólnego z fioletem. Dodatkowo pigmentacja jest bardzo słaba musiałam kilka razy
potrzeć szminką tam i z powrotem żeby uzyskać kolor taki jak na zdjęciu.
Szkoda mi nawet tych kilku złotych bo wolę dołożyć jeszcze 5 i mieć super szminkę Golden Rose.



Fioletowy tusz do rzęs chodził za mną od dawna więc kupiłam ten za jakieś mniej niż dychę
i po raz kolejny seria Avonu Color Trend mnie zawiodła.
Trwałość nawet okej, ale odcień moim zdaniem zbyt jasny, nie podkreśla rzęs one przez niego giną
no i pigmentacja słaba bo trzeba dużo razy pociągnąć rzęsy żeby je pokryć kosmetykiem. 



Od dawna farbuję włosy na czarno i nigdy nie miałam problemu z farbą - przecież czarny zawsze wygląda tak samo. A tu niespodzianka bo farba za prawie 20 zł mimo
prawidłowego nałożenia i trzymania jej na głowie tyle ile zaleca producent nie pokryła w 100%
odrostów i są one w takim kolorze ciemno brązowym a w słońcu dają rude refleksy.
Z natury mam włosy w kolorze średniego brązu z właśnie rudymi refleksami 
i nawet Joanna za 5 zł nie miała problemu żeby pokryć jednym opakowaniem farby całą głowę
kiedy robiłam czarny po raz pierwszy więc farba Avon to kolejny produkt którego nie polecam. 



Spray do stóp to rzecz, którą kupiłam a teraz zastanawiam się co z nią zrobić...
Straciłam też ok. 7 czy 8 zł więc nie rozpaczam, ale jestem zawiedziona
bo miała być ochrona przeciwzapachowa a nie spełnia w ogóle swojej roli.
Po jakiejś godzinie noszenia butków po użyciu tego sprayu zapach spoconych nóg
miesza się z lawendą a po kilku godzinach tej lawendy nawet nie czuć...
Chciałam coś na lato żeby czuć się bardziej świeżo i komfortowo ale chyba mogę o tym zapomnieć.



Pomyślałam, że mgiełka do twarzy Aloes i Bawełna może być fajną alternatywą 
dla wody termalnej, która niedawno mi się skończyła ale coś co ma w nazwie 
NATURALS, ALOES I BAWENŁNA a aloes i bawełnę ma na szarym końcu w składzie
jak dla mnie jest nieco oszustwem w moim odczuciu.
Zapłaciłam cenę przedpremierową z katalogu FOCUS ok. 5 zł 
ale wolę zapłacić więcej i mieć coś co nie jest praktycznie samą chemią. 



Jak zapewne część z was wie ja nie umiem wytrzymać bez kremu do rąk
ten miał pięknie pachnieć kakaem i kwiatem lotosu a wcale nie pachnie tak miło...
Nawilża też średnio i za szybko się wchłania - nie zdążę go dobrze rozsmarować po dłoniach a on już wnika w moją skórę. Za 5 zł w Rossmannie mam super kremy z Isany więc chyba tylko tam
będękupować kosmetyki tego typu więc tutaj też mamy bubel.



Peeling jest okej, też kosztował w granicach 10 zł skóra jest po nim gładka
i ma fajny świeży, cytrusowy zapach więc super orzeźwi po upalnym dniu. 



Żel pod prysznic z serii Senses ( czyli tej samej co peeling i kolejny żel pod prysznic, o którym wspomnę zaraz ) Joyful Tropics jest świetny - ma konsystencję takiego gluta więc mam pewność
że po wyciśnięciu go na dłoń czy gąbkę 3/4 tego co zaaplikowałam nie spłynie do kanalizacji
więc spokojnie mogę się nim myć i nie dokładać go zwłaszcza, że pieni się fajnie,
ładnie pachnie i dostępny w dwóch pojemnościach 500 i 250 ml.
Zaplaciłam za niego chyba 6 zł jak na żel pod prysznic to nie dużo.



Ten żel już ma bardziej wodnistą konsystencję niż jego poprzednik, ale też spełnia swoją rolę,
ma taki dość neutralny, waniliowy zapach i duża pojemność 500 ml więc trochę ze mną zostanie.
Teraz promocja duże żele po 7.99 więc ja chyba zrobię sobie zapas. 



Żeby nie było tak smutno i bublowo bo jak widać większość kosmetyków z tego zamówienia
po prostu okazało się dla mnie rozczarowaniem to na koniec zostawiłam
mojego nowego ulubieńca do ciała - z jednej strony Skin so soft nie do końca 
nadaje się do mojej bardzo suchej skóry, ale jest idealny kiedy zaraz po aplikacji kremu
muszę się ubrać i nie chce, żeby na moich ubraniach była tłusta warstwa 
a ubieranie spodni przypominało jakąś cholerną męczarnie.
W opakowaniu ma bardzo tępą i gęstą konsystencję, ale po kilku sekundach na naszych dłoniach
robi się idealny do aplikowania na skórę co więcej szybko się wchłania
i skóra jest po nim taka gładka i miękka. Dodatkowo ma subtelny zapach więc polecam.



A wy macie jakieś swoje hity i kity z Avonu? Jesteście albo byłyście konsultantkami tej marki?