poniedziałek, 23 listopada 2015

Pędzle: Beauty Crew i Essence + velvet matte GR.

W tym poście opowiem wam o moich ostatnich zakupach na cocolita.pl 
oraz szmince, której kolor tak mnie urzekł że nie byłam w stanie jej nie kupić
i od niej zacznę ponieważ myślę, że spodoba się każdej dziewczynie,
która nie boi się kolorów oraz lubi przykuwać uwagę.

Cudowna szminka z Golden Rose Velvet Matte nr. 28 
jest to piękny, głęboki i oczywiście matowy klasyczny fiolet. 
Cudownie prezentuje się na ustach, pomadka ta jest dobrze napigmentowana
ale jak to matowe i ciemne szminki nieco podkreśla suche skórki.
Czasami jak wolę jednak połyskującą taflę na ustach daję na nią odrobinę błyszczyku
szczerze mówiąć nie umiem przekonać się za bardzo do matów na ustach.
Za niecałe 12 zł jestem bardzo zadowolona i polecam każdemu 
w ogóle szminki z Golden Rose ze względu na ogromny wyborów kolorów 
( w tym sporo ciemnych, o które wbrew pozorom nie jest tak łatwo w drogeriach),
mega niską cenę, sporą dostępność i różnorodne formuły
od matów przez brokaty po kremowe pomadki.
Tak prezentuje się na ustach :




A teraz opowiem wam fantastycznych pędzelkach, które zamówiłam
oczywiście przez internet skuszona niskimi cenami i pozytywnymi opiniami.
Zawiódł mnie tylko jeden pędzelek, reszta okazała się ideałami na które długo czekałam. 
( Z góry przepraszam, że na niektróych zdjęciach są brudaskami
[ i mam nadzieję że bardzo tego nie widać ]ale dopiero za chwilę będę je myć,
oczywiście to nie ich pierwsza kąpiel, przetrwały bardzo ładnie już kilka kąpieli
nic po " praniu " się z nimi nie dzieje, nie zmieniają kształtu )

Przede wszystkim 2 cudownie miękkie i puchate pędzle z Essence
do różu oraz do pudru. Jeśli szukacie czegoś czym można się smyrać po twarzy cały dzień i rozkoszować delikatnymi włoskami oraz ślicznymi pastelowymi kolorami 
to pędzle te z essence są stworzone dla was. 
Co ważniejsze dobrze nabierają produkt i przyjemnie się nimi pracuje na buzi.

Ten fioletowy maluch potrafi więcej niż Ci się zdaje!
Jak dla mnie idealny bo mieści się do każdej kosmetyczki, nie jest bardzo duży
i może odrobinę więcej się nim napracuje, ale wolę jego niż mój stary pędzel kabuki.
Kosztuje ok. 12 zł

Różowe mięciutkie cudo idealnie posłuży do nakładania różu i
bronzera czy szpiczastym zakończeniem nawet rozświetlacz będzie cudownie kłaść na naszej buzi. Tani bo tylko ok. 12 zł


Oto nowość w blogosferze przynajmniej z tego co widzę mało o nich słychać,
ja odkryłam je sama, poczytałam te opinie, które znalazłam w internecie i wybrałam 3 pędzelki 
wiele dziewczyn nie ma pojęcia o nich a są naprawdę przyzwoite.
Pędzle Beauty Crew, które na początku trochę śmierdziały na szczęście od razu po umyciu przestały.

Zacznę od pędzla do blendowania cieni BCE-45, który mnie zawiódł i pisałam, już o nim
w notce o bublach >klik< poza tym, że ma dobry rozmiar, potrzebowałam takiego sporego 
pędzla do rozcierania granic kolorów na powiekach i chociaż nieźle radzi sobie z tym zadaniem
to nie mogę go znieść bo ma ostre włoski, które kłują i drapią w oczy 
do tego stopnia, że powieki lekko pieką i w ogóle są takie podrażnione
pędzel ma być mięciutki kurde a nie ... ;( 
kosztował 12,90 więc nie bardzo dużo jednak lepiej dołożyć kilka złotych i kupić chociażby Hakuro,
nie byłabym aż tak nim rozczarowana, gdyby nie fakt iż pozostałe pędzelki tej firmy jakie zamówiłam są naprawdę fajne i planuję zamówić następne. 

Natomiast ten pędzelek BCE-20 jest delikatny dla oka, fajnie można nim nałożyć cienie na powieki, a szczególnie na dolną powiekę a jeśli się uprzeć to nawet nim wyblendujemy nasze cienie !
Jego cena to 6,90 zł to malutko za taki dobry, przydatny pędzel. U mnie ma 10/10.

Ten skośny, mały i płaski przyjaciel BCE-75 jest stworzony do malowania brwi
oraz robienia kresek żelowym eyelinerem.
Odkąd go mam zarówno króciutkie kreski ( bez jaskólki ) jak i kotki czyli wersje wyciągniętą
ku górze robi mi się o wiele lepiej i szybciej.
Maluje też nim codziennie brwi i jestem wniebowzięta tą precyzją,
delikatnymi włoskami oraz niską ceną.
Myłam go chyba najcześciej jak do tej pory z nich wszystkich i nie zmienił kształtu.
Również kosztuje 6,90 zł i polecam go każdej dziewczynie.
Jeśli chodzi o ten typ pędzli to jest mega przydatny i za niecałe 7 zł
każda z nas naprawdę powinna się w niego zaopatrzyć.
Jak jego poprzednik ma u mnie ocenę 10/10 .

Jeśli znacie jakieś tanie, dobre i miękkie pędzelki do blendowania to piszcie w komentarzach! 

PS. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarzowe wymiany zdań i opinii .
Cieszę się gdy ktoś odnosi się do mojego wpisu bo dla mnie to znak, że faktycznie ktoś to czyta,
że komuś to się podoba więc motywacja do działania mimo braku czasu jest i stram się w miarę reguralnie pisać. 
Chyba nikt normalny nie pisze bloga po to żeby nikt go nie czytał no chyba, że o czymś nie wiem ...

poniedziałek, 16 listopada 2015

Cz. II Zakupowy szał listopadowy - Rossmann -49% podsumowanie. +bonus

Ten post będzie podsumowaniem moich Rossmannowych zakupów z listopada.

Tutaj >klik< pisałam o pierwszej części zakupów w Rossmannie z okazji
przeceny -49% na szminki i lakiery.

Oczywiście na tym się nie skończyło...


Kupiłam 2 lakiery do paznokci jeden z catrice ( normalnie kosztuje ok. 10 zł )
w cudownym kolorze Out Of The Dark nr.60
jest cudowny, idealne krycie po 1 warstwie natomiast ma w sobie gdzieniegdzie
 jakieś takie drobniutkie paproszki ( może jakiś feler w produkcji ) ale i tak jestem zachwycona.

Drugi z Eveline w takim szaro-niebieskim kolorze nr. 102 z serii MiniMax ( kosztuje ok. 5 zł)

Jestem bardzo zadowolona z topu z Wibo Iron Hard (ok. 7 zł )
naprawdę mega przedłuża trwałość lakierów i dodaje cudny połysk
nie potrzeba mi niczego więcej bo dzięki niemu każdy lakier fenomenalnie wygląda i się utrzymuje.


Skorzystałam z okazji i postanowiłam uzupełnić zapas cieni 

wybrałam taką czwóreczkę z Miss Sporty bo brakowało mi fioletowego perłowego cienia
najlepszy jest drugi od lewej z pierwszego rzędu i pierwszy z drugiego.
Cienie ogólnie nie są najgorzej napigmentowane, ale bardzo blakną w ciągu dnia
więc do nich warto zainwestować w fajną, podbijającą kolor bazę. 
W ogóle ja wychodzę z zasady, że warto zainwestować w dobrą bazę
i mieć nieco gorsze cienie bo baza załatwia wszystko;
podbije kolor, sprawi że cienie będą się lepiej i dłużej trzymać na powiece!
Na promocji -49% zapłaciłam za nie ok. 5 zł z groszami.

Nie mogłam się oprzeć paletce z Lovely Nude Make up Kit ponieważ za mniej niż 8 zł
( standardowo w Rossmannie kosztuje 14 z groszami ) mamy 12 cieni idealnych
do codziennego makijażu, ale jak się uprzeć to nawet smoky nią zrobimy.
Na jej temat oraz jej " siostry" paletki Classic Nude Make up Kit chcę zrobić
osobnego posta z porównaniem więc obecnie jestem na etapie testowania.

Szukałam też białej kredki do oczu, ale nie trafiłam najlepiej z tą
z Miss Sporty Mini-me eye liner kolorek 050 Snow.
Na swoją obronę ma wykręcany sztyft - ja bardzo nie lubię i nie umiem strugać
( zanim zastrugam kredkę do brwi czy oczu połowa mi się połamie i zmarnuje )
jest bardzo słabo napigmentowana, kupiłam do linii wodnej ale do niej się kompletnie
nie nadaje bo jest strasznie twarda i muszę się solidnie namęczyć żeby był jakiś efekt z nią.
Normalnie kosztuje +/- 10 zł ja z okazji promocji zapłaciłam 5 więc nie będę płakać.

Strzałem w 10 i megahitem okazał się tusz z Lovely curling Pump Up Mascara
gdzie standardowo kosztuje mniej niż 10 zł a to śmieszna cena jak za taką jakość.
Generalnie ten tusz przypomina mi bardzo Clump Defy z Max Factor
tylko kosztuje 40 zł mniej i mam wrażenie, że Max Factor nieco bardziej wydłuża rzęsy
natomiast czasami robiły mi się przy niej odnóża robaczków ale to raczej już pod koniec.
Ta taniutka i dość popularna maskara cudownie rozdziela rzęsy, podkreśla je
i co najważniejsze - nie robi efektu owadzich nóżek nawet jeśli nakładamy kilka warstw.
Co jest jeszcze większym zaskoczeniem praktycznie w ogóle się nie kruszy
ani nie robi pandy pod oczami a wspominałam we wcześniejszych notkach,
że naprawdę mam z tym problem nawet z w.w. tuszami Max Factor.
Gdyby jeszcze robiła taki efekt "wow" sztucznych rzęs czy coś w ten deseń
byłabym moją absolutną miłością, jednak cóż nie można mieć wszystkiego... ;)

Zdecydowałam się też na polecany przez internautki rozświetlacz z Lovely
w wersji silver ( jak większość produktów w dzisiejszej notce kosztuje ok. 10zł )
i żałuję, że nie wybrałam wersji gold bo ten ma maciupeńkie drobinki brokatu w sobie.
Dość irytująca sprawa a w sklepie wydawały mi się identyczne i wybrałam chłodną wersję.

Ostatnim kosmetykiem z Rossmana o jakim dziś powiem jest róż z Wibo,
nie zaskoczy was pewnie że kosztuje+- 10 zł ( chyba 10 to moja szczęśliwa liczba... )
Róż jak róż, bez brokatu, ładny, delikatny, w ciepłym kolorze i niezbyt mocno napigmentowany
co jak dla mnie akurat jest bardzo na plus, 
bo nie zrobimy sobie nim plam ani nie nałożymy go zbyt dużo.
Kupiłam bo czasem potrzebuję czasami mieć taki produkt w kosmetyczce
zazwyczaj i tak używam róży z mojej paletki z Sephory
bo mam duży wybór - intensywne, delikatne, brokatowe czy matowe. 


Nabyłam też pomadke do ust Zero Calorie, ale o niej pisałam już tyle razy,
że dzisiaj sobie naprawdę daruję duże opisy, fajna tania pomadka,
która spełnia swoje zadanie i przyjemnie pachnie.

Najbardziej zadowolona jestem z tuszu, lakieru Catrice, szminki i błyszczyka oraz mojego ukochanego Iron Harda bez, którego nie warto dawać na pazurki zwykłego lakieru.

A wy? Co udało wam się kupić w Rossmannie na promocji?
Podzielcie się ze mną swoim szczęściem ( lub nieszczęściem ) w komentarzach.


Ps. Tak się zastanawiam dlaczego tańsze firmy pokroju Wibo, Miss Sporty czy Eveline nazywane są często " kosmetykami dla nastolatek " albo wręcz niektóre blogerki czy internautki gardzą takimi firmami? Otóż szanowne Panie nie tylko nastolatki używają tanich produktów. 
Po 1 skoro coś jest dobre i za niską cene po co przepłacać? Dla nazwy?
Po 2 są panie, które zarabiają nie za wiele i mają dużo innych wydatków ( np. 2 dzieci albo leki dla siebie czy kogoś z rodziny ) więc logiczne, że nie mogą sobie pozwolić na kosmetyki chociażby z Bourjois czy Max Factora. To naprawdę dotyczy większej części społeczeństwa moje drogie.
A już kompletnie nie rozumiem stwierdzenia " nie no tuszu za 10 zł to ja bym nie użyła bo bym się bała... " Serio? Kosmetyki są robione zazwyczaj na podstawie takich samych składników i naprawdę bardzo często płacimy tylko za nazwę popularnej marki na opakowaniu.
Oczywiście nie neguję drogich kosmetyków(!), faktycznie wiele z nich jest warte swojej ceny i sama mam kilka takich rzeczy, na które wolę kombinować kase albo zrezygnować z naprawdę wielu innych bo nie znam tańszych zamienników a to jest to czego potrzebuję do szczęścia
ale większość normalnych ludzi woli zapłacić mniej za coś co daje podobny rezultat i nie widzę w tym nic złego ani niebezpiecznego. Co więcej żadna firma ani tania ani droga nie będzie ryzykować utraty reputacji więc kosmetyki są sprawdzane dermatologicznie, jeśli ktoś ma uczulenie to ma je na dany składnik a nie dlatego, że kosmetyk nie kosztował 100 zł tylko 20. Ludzie proszę was... 

niedziela, 15 listopada 2015

8xNIE czyli buble kosmetyczne.

Każdy z nas kupił kiedyś coś co było totalnym nieporozumieniem.
Zdarza się to w przypadku biletów do kina na naprawdę kiepski film,
ubrań, które po jednym praniu wyglądają jak szmaty do podłogi,
jedzenia, które smakuje jak żarcie dla psa no i kosmetyki...
Mam wrażenie, że w przypadku kosmetyków buble trafiają się najczęściej.
Dlaczego? Zazwyczaj w drogeriach mamy testery ale możemy ocenić jedynie kolor, zapach czy konsystencje ale tak naprawdę ważne jest żeby ten kosmetyk działał tak jak powinien
tego już w sklepie nie ocenimy czy np. puder matuje na długo, czy nie uczula.
W internecie możemy poczytać opinie, ale ile ludzi tyle wymagań
więc nie ma 100 % szans że dany kosmetyk będzie nam odpowiadać.
Dziś opowiem wam o moich bublach kosmetycznych,
jeśli obrażam czyjś ulubiony produkt to wybaczcie piszę tutaj ze swojego punktu widzenia
wszystko jest uzasadnione i opisane jak najdokładniej moje za i przeciw.


Zacznę od wyciszającego kremu
CC z Ziaji.


Jak wiecie bardzo lubie kosmetyki z Ziaji ale ten produkt to jest jakaś pomyłka.
Moja mama dostała go w gratisie jak robiła większe zakupy w Ziaji a i tak kosztuje nie zbyt wiele
bo tylko 10 zł, jednak uważam, że lepiej za te 10 kupić zwykły krem ( z tej samej firmy ).
Zacznijmy tego, że kolor ( co widać na poniższym zdjęciu )
wygląda jakby do całego opakowania kremu dodać jedną jedyną malutką kroplę podkładu.
Co za tym idzie obiecywana redukcja zaczerwienień i ukrycie naczynek jest niemożliwe
( zaznaczam, że mam bardzo widoczne naczynka koło płatków nosa i zaczerwienienia
właśnie koło nosa i na policzkach a ten krem CC nie ukrył tego nawet odrobinę ).
Ma w sobie minimalne drobinki ( widać na zdjęciu rozsmarowałam sobie go na ręce )
jeśli ktoś dodatkowo ma tendencje do błyszczenia wygląda jak choinka na święta. 
Produkt niemiłosiernie się roluje już chwile po nałożeniu
i daje uczucie takiej maski w konsystencji żelu ( czujesz, że masz warstwę na twarzy )
Jako baza pod podkład też się nie nadaje bo nie ważne czy dasz go mikroskopijną ilość
czy pół tubki to podkład będzie Ci się rolować na twarzy jeszcze bardziej niż sam krem.
Robiłam do niego kilka podejść za każdym razem byłam bardziej wkurwiona,
po prostu wkurwiona, że niezła firma wypuszcza takie bezużyteczne coś :/ 

Skoro już jesteśmy przy ukrywaniu niedoskonałości skóry
porozmawiajmy o podkładzie Miss Sporty - So Clear, Anti-Spot 
Do kupna tego podkładu namówiła mnie koleżanka,
mówiła, że jest wspaniały to stwierdziłam, że wezmę.
No i się zaczęło...Używałam go głównie w okresie wakacyjnym więc od razu mówię,
że z upałami sobie kompletnie nie radzi. 
5 minut poza domem i masz płynące strugi podkładu więc na wakacje sobie go całkowicie odpuśćcie.
Kolor nie dla bladziochów ( w sklepie jak to bywa często wydawał się ok ).
Na szczęście nieco mnie opaliło więc nie było tragicznie jednak mocno się odznaczał.
Kiedyś pisałam, że nie przywiązuje wagi do zapachu kosmetyku szczególnie tego 
z niższej półki ( chyba, że to jakieś perfumy czy kremy do ciała, szampony i inne rzeczy, których zapach naprawdę długo zostaje z nami ) i przy tym zostaje,
ale nie jeśli tak strasznie śmierdzi chemią, że się nie da go znieść.
Najgorsze jest to, że zanim zdążymy go rozprowadzić na twarzy
( zazwyczaj się śpieszę więc robię to naprawdę szybko ) ZASYCHA
przez co tworzą się smugi i ciężko się ich pozbyć.
Krycie jest nie najgorsze, ale i tak dla mnie bubel.
Wolę dołożyć te 10 czy 15 zł i kupić z Rimmela albo Maybelline.

A co do Rimmela zaznaczę, że naprawdę lubię tę firmę
ale ich baza pod makijaż kompletnie mija się z celem. 
Chodzi o bazę Lasting Finish Primer 
która generalnie nie robi nic, a przynajmniej tego nie zauważyłam
( używałam z podkładem Rimmel Stay Matte ).
Może odrobinę jednolici koloryt skóry, ale rozprowadzanie na niej podkładu
to koszmar ( robi taką niefajną powierzchnie na buzi ).
Co gorsza jeśli na nią nałożymy podkład a potem dosłownie muśniemy palcem twarz
cały podkład wraz z nią zniknie z twarzy i pojawi się na palcu.
A mówię wam o naprawdę delikatnym muśnięciu.
W Rossmanie kosztuje ok. 20 zł, ja zamówiłam na allegro za 11 na szczęście.

Skoro już mówimy o makijażu wspomnę o chyba najtańszym tuszu
dostępnym na rynku o to tusz firmy Lambre - super waterproof mascara,
która wcale taka super nie jest. 

Cena jest naprawdę adekwatna do jakości...
( w złym znaczeniu tego słowa, bo jak wiecie ja lubię tanie kosmetyki i je sobie chwalę )
Po godzinie pod oczami mamy pandę, kruszy się a wieczorem nie idzie jej zmyć nawet dwufazówką, nawet tą która nieźle radzi sobie z innymi wodoodpornymi tuszami :/
Co więcej sporo trzeba się namachać szczoteczką, żeby cokolwiek zrobić z tymi rzęsami
i żeby w ogóle była na nich chociaż odrobina tej maskary.
Ale jak już przy sztoeczce jesteśmy to jest prosta i klasyczna.
W sam raz do przeczesywania nią brwi czy usuwania nadmiaru tuszu ( oczywiście innego ) i rozdzielania rzęs w tym celu warto ją zakupić jeśli np. robimy zamówienie na allegro a nie ma dostępnym specjalnych szczoteczek i nie chcemy płacić kilka razy za wysyłkę.
No i przyznam, że opakowanie jest naprawdę miłe dla oka
natomiast w przypadku złego tuszu to bez znaczenia. 

Bublem w kategorii makijaż>pędzle jest pędzel Beauty Crew BCE-45.
kosztuje 12,90 na cocolita.pl i zdecydowałam się na niego bo spotkałam same pozytywne opinie,
że jest milusi i nie drapie w oczy, a przynajmniej nie bardzo.
Otóż albo dziewczyny mają powieki ze stali, albo trafił mi się felerny egzemplarz
ale ten pędzel po prostu rani oczy. Jest taki szorstki i nie fajny :(
na dodatek nieco gubi włoski. Żałuję, że nie dołożyłam 10 zł i nie kupiłam Hakuro.
Jak ktoś ma mało wrażliwą skórę powiek to się może sprawdzić
bo przyznam, że blenduje całkiem nieźle.
Co więcej pozostałe pędzle BC jakie zamówiłam są naprawdę pozytywne
( jeszcze jednen do cieni tylko bardziej milusi i drugi do eyelinera żelowego i brwi )
i mam zamiar wypróbować inne pędzelki właśnie z tej firmy.

Dziwi mnie lakier Golden Rose - Paris, Nail Lacquer 
( wybaczcie, że takie pogryzione opakowanie ale otworzenie go graniczy z cudem ... )
konkretnie mi chodzi o kolor 163 ten o to cudowny oliwkowy. 
Kosztuje mało bo 5 zł za 11 ml lakieru. 
Poza ładnym kolorem ma same wady:
jest strasznie rzadki i trzeba ok. 4-5 warstw. Tworzą się widoczne zacieki nawet po tych cieńkich 5 warstwach bo grubej nie ma i tak szansy położyć.
Co więcej schnie dość długo i szybko odpryskuje( w porównaniu do innych w tej cenie). 
Za te 5 zł można znaleźć fajniejsze lakiery ( choćby Wibo czy Miss Sporty ).
Jak na razie to mój jedyny bubel od GR i mam nadzieję, że ostatni.

Chyba te firmy, które lubimy najmocniej nas zawodzą, prawda?
Ja tak mam też z Isaną z Rossmanna a mianowicie kremem do ciała z figą i granatem.
Kosztuje +/- 10 zł, ale polecam zainswestować coś innego,
ponieważ ten krem po 1 ma nieprzyjemny zapach, który niestety długo utrzymuje się na ciele
po 2 źle się rozsmarowywuje i w ogóle się nie wchłania
po 3 nie wiem dlaczego ale mnie podrażnia i to bardzo mocno,
szczególnie jeśli posmaruje nim swoje nogi zaraz po goleniu po ok. minucie od aplikacji
mam na nich milion czerwonych, piekących kropeczek a  nie zdażyło mi się to chyba 
z żadnym innym kremem ani balsamem do ciała więc uważajcie na niego.


Na sam koniec zostawiłam sobie istną wisienkę na torcie a mianowicie
zapach Lulu - Time 

Woda toaletowa, która kosztuje 35 funtów (ok. 200 zł )
Pisałam już o niej tutaj >klik<  i zdania nie zmieniłam. 
Kiedy psikamy sobie ją na nadgarstek czy nie daj boże gdzieś bliżej nosa
uderza nas smród starej wody kolońskiej i... kurzu.
Duszący, nieprzyjemny aromat, który po czasie powoli przemienia się
w zwykły, byle jaki kwiatowy zapach do dostania na każym bazarku.
No ale mam nauczkę, żeby więcej nie wybierać sobie kosmetyków po pijaku 
nawet jeśli dostaję je za darmo ... XDDDD ( wyjaśnienia w w.w. poście :D ).


A wy macie jakieś znienawidzone produkty do makijażu, pielęgnacji czy perfumy? 

czwartek, 12 listopada 2015

Ucieczka w świat kosmetyków + co zmieniło moje życie + story of my life + plany na przyszłość

Witam was po raz kolejny,
dziś przychodzę z moimi przemyśleniami na temat mojej przyszłości ale też teraźniejszości i przeszłośći... W jaki sposób to może łączyć się z kosmetykami?
Usiądź wygodnie i przeczytaj, mam nadzieję iż mój post coś wniesie do Twojego życia
post będzie długi, ale po części chcę pokazać Ci kilka rzeczy i podzielić się z Tobą cząstką mnie.
Od dziecka uwielbiałam oglądać pokazy mody, bawić się lalkami Barbie,
które przecież mają perfekcyjne włosy, ubrania i makijaż
oraz uwielbiałam projektować suknie, rysować " eleganckie Panie " ,
przeglądać gazety mamy, w których było coś o modzie i makijażu
nawet jeśli nie umiałam jeszcze dobrze czytać, a z wiekiem i nabywaniem
innych umiejętności rysowałam również coraz lepiej oddając rzeczywistość,
a moje wymyślone dziewczyny w pięknych makijażach i ubraniach wyglądały coraz lepiej.
W wieku 4 lat i później robiłam mamie makijaże jej kosmetykami
( zresztą dalej to robie tylko teraz mama może tak pokazać się na ulicy :P ).
Chyba w 3 klasie podstawówki wybłagałam mamę, żeby zrobiła mi lekki makijaż na karnawałową zabawę w szkole, tak prosiłam i chodziłam za nią że w końcu się zgodziła 
i miałam złoto - beżowe cienie na oczach i transparentny błyszczyk ... 
Czułam się jak gwiazda i chodziłam dumna jak paw popisywałam się przed koleżankami, 
które mi zazdrościły. W 3 klasie podstawówki byłam też ogromną fanką Dody bo taka rebeliantka i pięknisia ( od dziecka takie osoby mnie fascynowały i inspirowały bo sama taka jestem;
uwielbiam być kontrowersyjna, zawsze mówić o swoim zdaniu na dany temat
 pokazywać całemu światu, że jestem nieco inna i mi z tym dobrze )
i kupiłam swoją pierwszą gazetke Bravo bo był w niej plakat Dody właśnie
a chodziłam za nią przez pół osiedla bo w żadnym kiosku już nie mieli tego numeru.
No i się zaczęło... jak miałam te 11/12 lat kupowałam namiętnie wszystkie Bravo Girl, Dziewczyne 
i inne bezwartościowe gazety( oprócz tutoriali makijażów ), 
do których dodawali gadżety czasem naprawdę fajne
a to smyczki do telefonu, a to naklejki, a to cienie do powiek ... 
No i właśnie te cienie z gazet, których z początku bałam się stosować, że mnie uczulą czy coś, 
ale ciekawskość wygrała i zaczęłam się nimi malować dla zabawy w domu
z czasem było coraz bardziej przyzwoicie.
W połowie 6 klasy podstawówki aktywnie brałam udziały w szkolnych występach chóru
i właśnie na jedno z takich wystąpień koleżanka pomalowała mi rzęsy tuszem,
bo kompletnie nie umiałam się tym obsługiwać i od tej pory się zakochałam.
Mam długie rzęsy same z siebie, a jak je wytuszuje to nawet jako jedyny akcent na oku naprawdę wyglądają spoko. Stopniowo zaczęłam podbierać mamie tusz, 
aż w końcu chyba pod choinkę dostałam swój pierwszy tusz z Eveline chyba.
Potem kolega, którego mama chyba pracowała w Yves Rocher 
zabujał się we mnie i dostałam swój pierwszy cudowny tusz w prezencie od niego.
Potem poszłam do gimnazjum i stopniowo podpatrując koleżanki zaczęłam używać kredki do oczu,
którą szybko zastąpiłam eyelinerem i podkładu oraz pudru.
No i oczywiście cieni, którymi już wtedy posługiwałam się lepiej niż niektóre 
dojrzałe panie ( a to naprawdę przykre bo lepiej nie malować się w ogóle niz robić z siebie głupka). 
W pod koniec 2 gimnazjum do1 liceum 
( czyli defakto jeszcze rok temu hehehe gówniara ze mnie XD )
strasznie dużo imprezowałam. Zawsze miałam praktycznie samych starszych znajomych,
już w wieku 15 lat miałam głównie towarzystwo osób uznawanych za popularne; 
przystojnych chłopaków i super wymalowanych oraz ubranych dziewczyn.
Nie mogłam od nich odstawać więc o ile na początku gimnazjum
 interesowałam się modą i makijażem 
to nie przywiązywałam wagi do tego, że sama wyglądam jak wieśniara 
( to zawdzięczam też mojej popierdolonej " pierwszej miłości "
ale to motyw na osobny post... no dobra na osobną książkę )
o tyle tutaj zaczęłam starać się ubierać i modnie i ze smakiem i przede wszystkim po swojemu, 
robić sobie ładne makijaże,
które niejednokrotnie były propsowane przez koleżanki 
i przez przystojnych kolegów, którzy widzieli we mnie atrakcyjną dziewczynę.
To dodawało mi niesamowitej siły i pewności siebie
odkryłam, że ja też jestem tą ładną dziewczyną,  
a nie paskudą,  która do końca życia będzie im zazdrościć. 
Dzięki temu co dodawał mi makijaż i fajne ubrania mimo, że moje ówczesne
życie naprawdę się komplikowało wyrwałam się z rąk diabłu...
( Tak jak wcześniej opowiadałam motyw na osobną książkę )
Prawie rok temu moje życie zmieniło się o 180stopni.
Poznałam mojego chłopaka, który zobaczył we mnie nie tylko ładną,zadbaną dziewczynę
ale też osobowość, wartościową wrażliwą istotę, która po prostu się pogubiła w całej swojej rzeczywistości a nie tylko cycki i dupe
( chociaż to też, ale to dobrze że podobam mu się zarówno fizycznie jak i z charakteru  :P ).
Cały czas wychwalał to jak się cieszy, że dbam o siebie,
że ubieram sukienki, obcasy, ładnie się maluje, jaka to ja jestem mądra
no i dalej go to cieszy, zawsze podkreśla że jego wcześniejsze dziewczyny
tego nie robiły aż tak a każdy człowiek na ziemi wie, że faceci lubią pochwalić się
" Patrzcie to moja kobieta jest taka piękna ". I nie ma w tym nic niewłaściwego i złego.
Moje kochanie widziało jak lubię się malować, ale że mam bardzo mało kosmetyków
bo mówiąc wprost nie za bardzo mnie na to stać to
na urodziny postanowił mi podarować ogromną paletę z Sephory i to było strzałem w 10.
Zaczęłam coraz bardziej wkręcać się w makijaż i sprawy związane z urodą
bo w końcu miałam możliwość tworzyć to na swoich oczach co tylko mi się zamarzyło.
Zaczęłam oglądać vlogi z tutorialami, czytać artykuły, przeglądać wizaż i poszukiwać
więcej szminek, lakierów, tuszy, pudrów i wszystkiego co z tym związane
bo bardzo spodobało mi się wyrażać siebie, swój nastrój, humor i styl
poprzez makijaż i widzę, że jestem z dnia na dzień coraz lepsza w tym,
a przede wszystkim daje mi to mnóstwo szczęśćia i radośći TWORZENIA.
Dla mnie makijaż stał się formą sztuki, 
kiedyś dużo rysowałam teraz z kartki przerzuciłam się na twarz bo od dziecka mnie do tego ciągnęło.
Mam też 100 % świadomość, że to jest to co chcę robić w życiu i mogę to osiągnąć
jeśli tylko będę ćwiczyć, poznawać różne techniki i nie porzucać zapału i nadziei
to wierzę, że świat kiedyś o mnie usłyszy i zrobię coś co jest moją pasją,
do czego mam talent i ciągnie mnie do tego od dziecka. 
Makijaż to nie tylko kosmetyki, to możliwość realizowania siebie
i zwyczajnej terapii. Ostatnio borykam się z depresją
i tymbardziej uciekam w świat kosmetyków to najlepsza terapia dla mnie
no i nie ma nic lepszego niż kiedy ktoś chwali mój makijaż, albo prosi żebym go
( a właściwie ją ) pomalowała na jakieś ważne wyjście.
Wiem, że przede mną dłuuuuuga droga do perfekcji ale jestem w stanie pewnego dnia
przerosnąć sama siebie a zasady są 3:
1. Wiara w siebie i swoje umiejętnośći oraz nadzieja na spełnienie marzeń.
2. Dawać się ponieść wyobrazni bo tylko nasz umysł nas ogranicza.
3. Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć ! Praktyka czyni mistrza.

Jeśli ktoś dobrnął do końca dzisiejszego wpisu to się cieszę, dziękuję
i mam nadzieję, że fakt iż podzieliłam się z wami w wielkim skrócie
cząstką siebie nie okaże się czymś bezużytecznym
i wierzę, że chociaż jedna osoba załapała to co tak bardzo pragnęłam przekazać.

środa, 11 listopada 2015

Moja codzienna pielęgnacja czyli WARTO O SIEBIE DBAĆ!

Witajcie :D
w ogóle to chciałam podziękować za pierwsze 1000 wyświetleń
wprawdzie to nie jest dużo, ale też biorąc pod uwagę to, że raz na jakiś czas
podrzuce link do mojego bloga na 3 grupach na fb a stałymi 
czytelniczkami są koleżanki to i tak fajny wynik. 
Wprawdzie mam w pizdu albo jeszcze więcej nauki, 
bo życie licealisty nie jest łatwe mam potrzebę napisania tego posta żeby nie wiem co :D
Wprawdzie miałam pisać o kolejnych zdobyczach z rossmanowej promocji,
ale że w sobotę ma być przecena -49% na kosmetyki do makijażu twarzy
zrobię taki duży post jak już zakupie wszystko. 
A co tam wolno mi, przecież to mój blog :D
Chociaż w sumie powinnam być bardziej słowna bo mam coś pisać,
a potem w połowie notki kasuje wszystko bo stwierdzam, że to nie to,
albo odkładam na przyszłość. ( 1 post czeka na dokończenie go z miesiąc XD )
No ale do rzeczy - dziś opowiem wam o czymś co jest istotne w życiu kobiet
zarówno tych, które mają 12 lat jak i tych, które mają ich 50.
Sprawa często pomijana, a moim zdaniem bez tego ani rusz
a mianowicie odpowiednia codzienna pielęgnacja.
wrzucam swoje zdjęcie by pokazać wam jaka ze mnie pięknisia 
w dodatku jaka skromna XD
Nie uważam się za brzydką osobę, nie mam jakiś szczególnych problemów
z moją fizycznością, ale gdybym nie dbała o siebie to gwarantuje wam, 
że moich kruczoczarnych włosów byłoby o połowę mniej
twarz pokryta byłaby nie kilkoma a milionem syfków, których nawet najlepszy korektor
nie byłby w stanie ukryć a paznokcie byłyby krótkie i łamiące się. 
Pokażę wam że podstawowa codzienna pielęgnacja nie jest kosztowna, 
ani trudna i każda z nas może sobie na to pozwolić.

1. WŁOSY 
Przede wszystki szampon i odżywka dobrany do waszych włosów bo nie bez powodu są przeznaczone do konkretnych celów i warto się do tego stosować
( np. suche to szampon do suchych, farbowane to produkty do farbowanych,
zniszczone i rozdwojone końcówki to szampon do włosów zniszczonych itd. )
 wprawdzie nie znam szamponu i odżywki, które działają cuda,
ale jeśli będziecie je dobierać odpowiednio jak i zmieniać raz na jakiś czas
( wiadomo, ze skóra przyzwyczaja się na dany skład i potem efekt może być 
żaden jeśli dobrze pójdzie lub skóra może się na produkt uczulić )
wówczas wasze włosy pozostaną w niezłej kondycji .
Producenci nas nie mogą okłamywać i jeśli na produkcie pisze, że robi to i to tak być musi.
! Sam szampon nie wystarczy.
Nie wolno zapominać o odżywkach dzięki nim włosy są jak sama nazwa wskazuje odżywiane,
Poza tym "odżywkowa" konsystencja sprawia że włosy się lśnią i ułatwia to ich rozczesywanie.

! OMO - czyli odżywka mycie odżywka.
Odkryłam to kilka miesięcy temu i moje włosy są w znacznie lepszym stanie niż były,
końcówki o wiele mniej się rozdwajają a włosy łatwiej się rozczesuje dzięki czemu mniej ich sobie wówczas wyrywam, są gładkie i lśniące jeszcze bardziej niż były kiedy odżywkę kładłam 
tylko po umyciu włosów.
Cała ta medota o nazwie rodem z innej planety polega na tym, 
że przed myciem na zwilżone włosy omiając skóre głowy nakładacie odżywkę
czyli na całą długość włosów ( tutaj można wykorzystać tą, którą mniej lubicie ) 
by zapezbieczyć włosy przed niektórymi wysuszającymi i niszczącymi włosy
 składnikami szamponu ( np. SLS )
następnie myjecie tylko skalp głowy, szampon spływa po końcówkach więc nie bójcie się, że będą tłuste. 
Po tym włosy spłukujecie tak jak zawsze i nakładacie ulubioną odżywkę
( jeśli jest to odżywka do spłukiwania wówczas można ją potrzymać z 5-10 minut na włosach i dopiero spłukać ) i gotowe: włosy jak po wyjściu od fryzjera.

Ja bardzo lubię szampony i odżywki z L'oreal(ok. 10-14 zł )odżywki Kallos (ok 9 zł za litr).
A tutaj moja kolekcja z której obecnie korzystam


2. PAZNOKCIE I DŁONIE.
Mówi się, że dłonie są naszą wizytówką i z pewnością coś w tym jest więc warto żeby były zadbane.


Minimum dbania o ręce to dobry krem do nich.
Polecam z Ziaji ( na zdj niżej ) kupiony w Auchanie za jakieś 3,50zł, 
ale moim absolutnym hitem jest zielony krem do dłoni z Isany (ok. 4 zł )
( z aloesem ) bo cudownie się wchłania, pielęgnuje skóre i starcza na bardzo długo. 
Najlepiej smarować dłonie kremem po każdym myciu i przed pójciem spać solidną warstwą
gdyż w nocy nasz organizm najbardziej i najlepiej się regeneruje więc warto go w tym wspomóc.

Jeśli chodzi o paznokcie to wiadomo większość z Pań lubi je mieć wymalowane,
ale żeby lakier dobrze się trzymał, a paznokcie się nie łamały i pięknie prezentowały to:
a)Warto usuwać skórki. Są różne preparaty, które w tym pomagają ja mam z Wibo( ok. 7 zł ).
Najlepiej ich się pozbywać drewnianym patyczkiem ( z jednej strony kopytko z drugiej szpic )
gdyż jest to rzecz bardzo delikatna, i ciężko zrobić sobie nim krzywdę.

b)Warto też po wszystkich zabiegach ( usuwanie skórek, piłowanie, malowanie )
nałożyć specjalną oliwkę do skórek, która nawilży je oraz paznokcie.
Ja swoją z Black Prince mam za 3 zł z allegro a jest jej aż 15 ml.
Ogromną zaletą tych oliwek jest to, że pięknie pachną.
 

c)Jeśli chodzi o same paznokcie to trzeba pamiętać o odżywce ( ja mam z Sally Hansen
dałam w drogerii za nią 10 zł w Rossmanie widziałam po 25 więc nie wiem o co chodzi 
bardzo szybko wysycha i pięknie się błyszczy więc można nosić samodzielnie ).
I opcjonalnie bazie pod lakier. Ja używam na odżywkę, ale jeśli używacie odżywki baza nie jest konieczna. Ta, którą mam z Manhattanu( na allegro 3 zł ) jest nie tyle bazą 
co półtransparentnym lakierem ( idealny do frencha )
 niesamowicie je utwardza, ma ładny kremowy odcień więc nieco podbija kolor lakierów.
Dlaczego baza jest ważna? Bo niektóre przedłużają trwałość lakieru,
ale przede wszystkim dzięki niej nasze paznokcie nie odbarwią się nawet po ciemnych lakierach.


Jeśli wasze paznokcie są miękkie i bez błysku polecam Iron Hard od Wibo ( 7 zł ).
Jest to top do lakierów, który sprawia że stają się twarde, 
błyszczą prawie jak hybryda, a zwykły lakier( nawet ten za kilka zł) trzyma się nawet do tygodnia.

3. CIAŁO
Cała nasza skóra również wymaga odpowiedniej pielęgnacji.
Przede wszystkim pożegnaj mydła na rzecz żeli pod prysznic.
Mydło wysusza i zazwyczaj nie pachnie zbyt ładnie a nikt po myciu nie chce śmierdzieć
babcinym kwiatowym zapachem, od którego aż boli głowa.
Zazwyczaj żele pod prysznic mają w sobie właściwości nawilżające.
Najbardziej lubie żel z Rossmana ( synergen - fantasy shower czy coś takiego kosztuje ok. 4zł)
natomiast teraz używam tych poniżej 

Przynajmniej raz w tygodniu pamiętaj by wykonać peeling całego ciała.
Złuszczy to stary, martwy naskórek, skóra będzie gładka i elastyczna. 
Wiadomo nie zawsze mamy czas dlatego rób to wtedy kiedy masz wolne
( np. w sobotę wieczorem ). Raz maksymalnie 2 razy w tygodniu moim zdaniem wystarczy
ponieważ wykonywanie peelingu częściej może podrażnić skórę.
Polecam te z heana są wygodne w aplikacji, przyjemnie pachną i nie podrażniają skóry
są stosunkowo niedrogie ( ok. 11 zł ) i starczają na długo.

Higiena miejsc intymnych również jest ważna
nikt nie chce mieć tam żadnych podrażnień więc
warto używać przeznaczone do tego produkty ja używam tych z Ziaji
moim zdaniem są najlepsze, najbardziej wydajne i dają uczucie świeżości (  12 zł za 500ml ).

Jeśli już mówimy o skórze to wspomnę też o często pomijanych STOPACH !
Im też zapewnij peeling i kremuj je. 
Jeśli z jakiś powodów nie masz produktu specjalnego do stóp to pokryj je solidną warstwą tego produktu, którym nawilżasz resztę swojej skóry. 
Raz na jakiś czas nałóż tam dużo kremu i na to załóż grube cieplutkie skarpetki
najlepiej zrób to na noc dzięki temu skóra, która codziennie narażona jest na uszkodzenia i podrażnienia dostanie mnóstwo nawilżenia i ukojenia.

No już prawie na koniec coś bez czego moim zdaniem się nie da szczególnie po depilacji
balsam lub krem do ciała. 
Na zdjęciu mój ukochany z Garniera ( chyba ok. 13 zł kosztuje ) 
nie znam produktu, który lepiej nawilża moją suchą skórę szczególnie na nogach.

Masz wrażliwą skórę pod pachami i szukasz czegoś co jej nie będzie podrażniać
a jednocześnie nie sprawi, że po godzinie będziesz śmierdzieć?
To antyperspirant w żelu od Lady Speed Stick jest dla Ciebie.
Wypróbowałam kilka z tej serii i je bardzo lubię.



4. TWARZ
Skóra naszej twarzy zazwyczaj jest delikatna i narażona na szkodliwe działanie różnych czynników zewnętrznych. Warto ją nawilżać i chronić produktami z filtrem UV ( nawet zimą ! )
a w zimie zmienić konsystencję kremów na bardziej tłustą 
( nawet jeśli macie mieszaną czy normalną skórę ).
Polecam serdecznie kremy z Ziaji ( swoją drogą moja ulubiona firma jeśli chodzi o pielęgnacje )
ja używam Bio aloesu ( do skóry normalnej i suchej ale u mnie w przypadku mieszanej też się dobrze sprawdza ) cudownie ją nawilża i wygładza no i kosztuje chyba ok. 7 zł 
dostępny chyba też w wersji bezzapachowej .
A moja mama poleca te dwa kremy 30+ , które kupiła w promocyjnym zestawie, do których dołączony był jeszcze mój ulubiony dwu- fazowy płyn do demakijażu 
i cały zestaw kosztował ok. 20 zł.

Skóra naszej twarzy również potrzebuje peelingu.
Poza tym, że pozbędziemy się martwego naskórka i nałożony potem podkład będzie wyglądać ładnie,
pozbędziemy się suchych skórek to makijaż na przygotowanej wcześniej peelingami i maseczkami twarzy utrzyma się znacznie dłużej więc szczególnie warto o tym pamiętać przed jakimś ważnym wyjściem czy imprezą !
W moim wypadku jako peeling świetnie sprawdza się pasta również z Ziaji 
( cóż za zaskoczenie XD ) ma w sobie malutkie, delikatne drobinki i świetnie pozbywa się tego co niechciane na naszej twarzy. 

Skoro już wspominam o makijażu to pamiętajcie żeby go zmywać delikatnymi produktami.
Do pozbywania się go z oczu polecam dwufazówkę z Ziaji
( świetnie usuwa również wodoodporne produkty ) i kosztuje ok. 6 zł.
Minusem jest pozostawienie tłustej warstwy tam gdzie był używany ale za taką cene nie wymagam nie wiadomo czego no i wolę pozbyć się potem tłustej warstwy niż żeby wysuszał skórę. 
Dla mnie to jak na razie jedyny produkt tego typu po którym nie szczypią mnie oczy więc chwalę go pod niebiosa ale z tego co się orientuje opinie na jego temat są różne,
ale wiadomo ile ludzi tyle zdań. 

A do demakijażu pozostałych produktów - podkład, bronzer
używam tego o to specyfiku z Sorayi( ok. 9 zł chyba kosztuje )
bo w moim przypadku do oczu się nie nadaje.

Raz na jakiś czas trzeba pamiętać też o maseczkach!
W tym momencie nie posiadam żadnej, bo wszystkie wykończyłam,
ale polecam wypróbować jednorazówki z Rossmana, które kosztują w granicach 2 zł
jest ich tam mnóstwo o przeróżnych właściwosciach z wielu firm.  


I na koniec...
Jeśli macie problemy ze suchą skórą na ustach
czy skórkami dookoła paznokci lub zrogowaciałym naskórkiem
np. na stopach to polecam maść z witaminą A.
Jak widać mojej juz prawie nic nie zostało, ale przyznam, że produkt jest bardzo wydajny.
Dostaniecie ją za 3-4 zł w każdej aptece.




CZEGO UNIKAĆ:
Zasada 1: Nigdy nie kładź się spać w makijażu ,
lepiej poświęcić tą minute na pozbycie się go niż obudzić się z podrażnionymi oczami
i ściągniętą skórą na policzkach. Przez noc nasza skóra najlepiej się regeneruje
jeśli zostawiasz na niej makijaż ona nie ma na to szansy.
Ja wyrobiłam w sobie ten nawyk i nawet jak wracam w środku nocy z imprezy
i nie do końca kojarzę fakt robienia demakijażu to zawsze budzę się bez niego.
Zasada 2: Staraj się używać produkty przeznaczone do Twojego typu skóry i włosów.
Nie bez powodu są one oznaczane tak a nie inaczej.
Chociaż zdarzają się wyjątki( ja np. używam kremu do cery suchej i normalnej a mam mieszaną ( bardzo suche policzki i tłusta strefa T ) i jestem zadowolona. 
Zasada 3: Jeśli masz dylemat czy kupić jakiś produkt czy nie poczytaj opinie w internecie,
bo niby każdy ma inne wymagania ale jeśli 90% dziewczyn napisze, np. że dany tusz uczula
to raczej mała szansa, że Ciebie nie uczuli a chyba nie warto ryzykować?
4. Nie oszczędzaj na sobie! Szczególnie jeśli to kwestia kilkunastu złotych.
Jeśli potrzebujesz jakiegoś produktu np. balsamu do ciała to lepiej kupić balsam niż kolejną szminkę
bez niej sobie poradzisz, a nie ma nic gorszego niż uczucie suchej, swędzącej skóry.


Dziękuję, za uwagę mam nadzieje, że wpis się przydał.
Chciałam wam pokazać, że wcale nie trzeba wydawać milionów
żeby czuć się i wyglądać dobrze ;)
Jeśli macie jakieś swoje sposoby na pielęgnacje czy ulubione kosmetyki, 
których używacie codziennieto piszcie w komentarzach.

wtorek, 3 listopada 2015

Małe a cieszy -49% w Rossmannie, + zwykły lakier i hybryda?

Małe a cieszy i wcale nie mówimy o męskich genitaliach ani naszych biustach :P
Lakiery, odżywki, błyszczyki i szminki to takie malutkie rzeczy
o zadziwiającej magicznej mocy - dodają odwagi, wiary w siebie, sprawiamy że czujemy 
się atrakcyjne dla płci przeciwnej, a inne kobiety nam zazdroszczą urody.
Promocja w Rossmanie -49% na artykuły do makijażu i lakiery 
( od 2 tj. wczoraj do 6 listopada na szminki i lakiery,
od 7 do 13 taka sama promocja na wszystko do makijażu oczu
a ponoć 14 listopada ma być -49 % na fluidy, pudry, korektory i róże ).
W zasadzie nie miałam w planach zakupów

oprócz błyszczyka i płynu do usuwania skórek to już w ogóle
 na pewno nie planowałam żadnej z powyższych rzeczy.
Generalnie to udałam się z główną myślą znalezienia ciemnej, bordowej szminki ale niestety żadnej nie znalazłam ( jeśli ktoś z was wie z jakiej firmy znajdę taką w rossmannie to proszę o info :D ).
Na wszystkie te rzeczy wydałam mniej niż 25 zł. 

1.

Nie mogłam sobie odmówić pomadki z Eveline seria Aqua Platinum 
miałabym już 3 ale jedną zużyłam( polecam numerki 491 i492). 
Standardowo kosztuje ok. 12 zł natomiast ja zapłaciłam za nią dziś o połowę mniej.
To śmieszna cena za całkiem fajną szminkę, która świetnie nawilża usta
w dodatku producent oferuje szeroką gamę kolorystyczną.
Zdecydowałam się na numer 478 jest to kolor, którego nazwać nie potrafię.
Koral z domieszką brązu i beżu tak bym to opisała.
Na moich ustach nie widać go bardzo dodaje im koloru 
ale nie podbija intensywności naturalnego odcienia ust
 natomiast myślę, że świetnie sprawdzi się
w codziennych makijażach szczególnie jesienią i zimą.
na łapce wydaje się dość intensywny natomiast na ustach jest kolorkiem delikatnym,
ledwie widocznym, który zmienia nieco barwę ust tak jak wspominałam.
Super sprawa dla osób, które nie lubią wyzywających szminek
ja chyba jednak nie będę często po niego sięgać, ale tak to jest 
jak w sklepie nie ma testerów ( broń boże nie żeby się nimi malować to cholernie niehigieniczne)
ale żeby na spokojnie pooglądać i sprawdzić sobie kolor.

2.

Kolejnym moim łupem padł błyszczyk również z Eveline 3D silk effect ( nr. 266 )
Szukałam czegoś z niewielką ilością drobinek, półtransparentnego w kolorze zbliżonym do mojej ściany ( połączenie różu z niewielką ilością fioletu ) 
bo od jakiegoś roku mam bzika na punkcie róży i fioletów w ogóle no i znalazłam :D
Standardowo kosztuje 6 albo 7 zł. 
Daje ustom bardzo delikatny kolorek, efekt tafli wody, ma maciupeńkie,
subtelne drobinki, które sprawiają, że usta wyglądają ponętnie i wydają się większe.
Lekko się lepi, ale ja lubie to uczucie. Świetnie się prezentuje na różowych i fioletowych szminkach
dodaje im blasku ale nie zmienia znacznie koloru.
aplikator jest super, nieduży, spłaszczony i przede wszystkim nabiera tyle produktu ile trzeba żeby pokryć idealnie całe usta nie za dużo nie za mało co w przypadku błyszczyków jest bardzo istotne.

3.
Preparat do usuwania skórek z wibo kosztuje normalnie 6,99zł
na jego temat nie będę się rozpisywać bo produkt taki sam jak każdy inny
ten ma konsystencję żelu. Szału nie ma dupy nie urywa,
ważne żeby zmiękczał skórki wokół paznokci aby można ich było się pozbyć przy pomocy drewnianego patyczka, kopytka czy czego tam używacie,
Aaa ! Ma ładny zapach. Nie zwracam na to jakoś nigdy szczególnie uwagi ale ten jest naprawdę ciekawy taki trochę mydlany ale mnie się podoba.

Zostałam też szczęśliwą posiadaczką 3 lakierów do paznokci.
Pomijam fakt jak pomalowałam wzornik ale po 1 malowanie wzornika jest trudniejsze 
niż malowanie naszych 'normalnych' paznokci 
a po 2 się śpieszyłam bo chciałam od razu je przetestować 
więc wybaczcie najważniejszy i tak jest kolor :D
Wprawdzie od września mam lampę i wszystkie inne rzeczy potrzebne do manicure hybrydowego
natomiast przeczytałam w necie i przetestowałam na własnej skórze, 
że jeśli damy bazę hybrydową utwardzimy w lampie uv lub led 
następnie przemyjemy cleanerem i położymy na to zwykły lakier do paznokci,
odczekamy aż podeschnie i położymy top hybrydowy po czym znów utwardzimy w lampie to pazurki nie do zdarcia jak klasyczna hybryda więc jeśli robimy w ten sposób pazurki tylko sobie i salonu nie prowadzimy ten myk jest moim zdaniem zadowalający, 
oszczędność i pieniędzy i CZASU.
Bo na pewno każda hybrydowa maniaczka zdaje sobie sprawę z tego, 
że owszem można zamówić tanie i świetne jakościowo hybrydy 
np. z aliexpress ale trzeba czekać na paczkę z Chin nieraz miesiąc albo 2. 
No i fajny sposób by przedłużyć trwałość naszych ulubionych lakierów.
Truśka dobra rada polecam się na przyszłość.

4.
Lakier z Eveline MiniMax w cudownym odcieniu intensywnego różu (nr. 65)
Na zdjęciu widać że na wzorniku kolor po 2 warstwach jest o wiele bardziej intensywny
niż wydaje się patrząc na buteleczkę jak dla mnie to na plus. 
Nie zwrócilam uwagi ile kosztuje ( bo zakochałam się w tym kolorze i porwałam go z półki po czym pobiegłam do kasy XD ) ale strzelam, że nie więcej niż 6 zł.
Fajny duży pędzelek, ładne krycie po jednej warstwie ale ja zawsze daje 2 warstwy z przyzwyczajenia. 
Minusem dla mnie jest mała pojemność bo tylko 5 ml a coś mi się wydaje, 
że często będę go gościć na swoich szponach. 

5. 
Lovely - Luxe Girl cudowny klasyczny "nudziak" ze złotymi drobinkami (nr. 4),
który niestety okazał się PIASKOWY :( nie lubię chropowatych, porowatych i matowych lakierów
lubię kiedy mam paznokcie gładkie i lśniące.
Ale jest na tyle śliczny, że spróbuje się do niego przekonać.
Standardowo kosztuje ok. 8 zł chyba
Jest całkiem fajnie napigmentowany jak na beżowy lakier.
W sumie beż + złoto + ta dziwna faktura przywodzi mi na myśl prawdziwy piasek, odpoczynek, plażę i jakieś egzotyczne wyspy więc jestem w stanie przeboleć to, że nie jest klasycznym lakierem.

6.
Kolejny lakier z Wibo tym razem z serii Extreme Nails ( nr 537 )
zdecydowałam się na rozbieloną lawendę, która pod światło delikatnie opalizuje na różowo
( czego oczywiście za Chiny nie mogłam uchwycić na zdjęciu ) bez promocji kosztuje ok. 6 zł.
2 warstwy idealnie pokrywają paznokieć.
Tylko mam wrażenie, że jak lakier wysycha to nie połyskuje już tak ładnie różem.


Jedyne co jest przykre podczas takich super wyprzedaży to zachowanie ludzi w sklepie.
Pomijam już brak testerów, ale jak można zamieniać szminki miejscami
( nie tylko na półkach danej firmy cienie do szminek szminki do cieni etc. 
ale np. w "szafie" loreal znalazłam szminkę rimmel...),
 albo otwierać te, które nie są testerami i w dodatku są zafoliowane -.- 
a na dodatek rozpychające się kobitki to jest śmieszne i żałosne ja wiem każdy chce jak najszybciej wybrać swoje kosmetyki iść do kasy i zająć się swoimi sprawami, ale na litość boską 5 minut w sklepie dłużej was nie zbawi a nikt wam kosmetyków nie ukradnie sprzed nosa więc się czasami warto zastanowić, poczekać, przepuścić albo jak widzicie, że ktoś wyciąga rękę w stronę produktu i stoicie mu na drodze to czy tak trudno wziąć to i mu podać? 
Zwykła ludzka przysługa nie boli...