środa, 12 lipca 2017

Ulubieńcy czerwca 2017

Chyba już tak będzie zawsze że na blogu będzie pojawiał się jeden czy dwa posty mięsięcznie,
dostałam awans w pracy więc jestem w niej codziennie po 8h + mam dużo nauki
związanych z nowym stanowiskiem, w soboty maluje klientki i po prostu
padam na pysk, nie mam weny ani siły pisać bloga, a nie chce robić tego na siłę.

Jednak ulubieńców czerwca wam pokażę, wprawdzie nie są to jakieś bardzo
tanie produkty ( zazwyczaj staram się pokazywać jednak te ekonomiczne rozwiązania )
ale nic nie kosztowało tutaj powyżej 100 zł więc jest dalej przystępnie cenowo.
Postanowiłam wyposażyć swój kuferek w kilka nowości, które wcześniej oczywiście
musiałam przetestować, większość nowych produktów jakie kupiłam sprawdziło mi się.




Żałuję, że tak długo zwlekałam z przetestowaniem podkładu Bourjois Healthy mix.
Wybrałam dla siebie numer 52 i jest on idealny, kiedy niestety teraz jestem trochę opalona.
Podkład ma dobre krycie a jednocześnie pięknie stapia się ze skórą, da się go stopniować
i nie czuć go na twarzy, w dodatku o dziwo na mojej mieszanej cerze bardzo długo się utrzymuje
( po 10h może nie wygląda nienagannie ale dalej jest przyzwoicie ).
Jest podkładem, który pięknie wygląda na skórze, sprawdza się na cerze mieszanej,
suchej, młodej i dojrzałej. Taki podkład uniwersalny.
Już rozumiem wszystkie zachwyty nad nim bo też dołączyłam do zakochanego grona.
W internecie do kupienia za ok 30 zł więc tanio, w drogeriach ok. 50-60 zł. 




Zdecydowałam się też na Wonder Stick firmy Nyx, którą ostatnio bardzo lubię.
Jest firmą pro, która ma jednocześnie przystępne cenowo i cudowne jakościowo kosmetyki.
Chciałam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i mieć 2 ciemne kolorki do konturowania
czy drugi do ocieplania twarzy na mokro, ale ten jaśniejszy odcień jest soczyście pomarańczowy...


Ten drugi, jaśniejszy kolor ma być do rozjaśniania skóry tylko ciekawe kto ma taki odcień cery?
No nic, ciemiejszy fajnie sprawdza się do konturowania bo kolor przypomina mi Bahamę Mamę
z The Balm i te produkty pięknie ze sobą współgrają, oczywiście najpierw na podkład 
konturuję Nyxem a później przypudrowaną skórę "poprawiam" bronzerem The Balm. 
Sticki od nyxa są stosunkowo drogie bo kosztują ok. 50 zł ale naprawdę lubie ten produkt
i chce kupić przynajmniej jeszcze ze dwa inne warianty.




Zdecydowałam się też wypróbować wodoodporne kredki do oczu z Inglota,
klasycznie najczęściej używane kolory - beż oraz czerń.
Produkty są o tyle fajne, że nie zastygają od razu także jest czas żeby z nimi popracować,
rozetrzeć je ładnie no i rzeczywiście są bardzo trwałe nawet na linii wodnej.
Jedna kredka to koszt koło 35 zł i moim zdaniem jest to mało jak na tak dobry produkt. 




Pani w Sephorze niesamowicie zachwalała puder HD z Makeup Forever,
który za małe opakowanie 4g kosztował 85 zł ale ma jedną niesamowitą właściwość...
nie ważne co nim przypudrujemy ta rzecz zyskuje odporność na ścieranie,
wręcz wodoodporność jak przy żadnym innym pudrze.
Ma dużo krzemionki w składzie więc może bielić twarz na zdjęciach,
ale polecam choćby do własnego codziennego użytku - np. do utrwalania pomadek. 
Bo zwykła kremowa szminka po jej użyciu nie tylko zyska na macie
ale będzie zachowywać się jak płynna, matowa pomadka wysokiej jakości. 
Jest drobniutko zmielony przez co świetnie wygładza skórę.
Naprawdę polecam wypróbować chociaż to małe opakowanie,
a ja na pewno jak wykorzystam to - wrócę po większe!


Znacie te produkty? Co o nich sądzicie?

niedziela, 18 czerwca 2017

Ulubieńcy maja 2017.

Tym razem zaniedbałam totalnie mojego bloga, przyznaje się bez bicia ale to dlatego,
że dostałam wymarzoną pracę wizażysty w salonie kosmetycznym.

Wszystkie chętne osoby z Krakowa i okolic na makijaż u mnie zapraszam 
do salonu Magmus Nail Point ulica Starowiślna 29. 


A teraz już zajmiemy się moimi ulubionymi produktami
w cudownym miesiącu, jakim był maj.


Zamówiłam na aliexpress te cudowne pędzle za niecałe 40 zł,
jest ich 12 sztuk, są syntentyczne i piękne.
Włosie jest raczej rzadkie ale miękkie i nie wypada.
Z niektórych pędzli jestem bardziej zadowolona, z niektórych mniej,
ale bardziej kupiłam je z myślą o cieszeniu oka niż o używaniu,
chociaż przyznaję że pędzel do brwi jest świetny, oraz małe pędzle do twarzy
bo bardzo mi takich brakowało w mojej kolekcji. 
Ogólnie za tą cenę naprawdę warto kupić, choćby dla ozdoby toaletki
a makijaż jak najbardziej również da się nimi wykonać.



Zakochałam się w wodoodpornym tuszu z Eveline, który nazywa się Extension Volume.
Jest naprawdę trwały, naprawdę wodoodporny więc wręcz nie do zdarcia,
a co też ważne pięknie trzyma skręt zalotki, ładnie podkreśla spojrzenie.
Podarowałam go swojej mamie i też jest bardzo zadowolona.
Jego cena to ok. 13 zł więc naprawdę przystępna.



Zaprzyjaźniłam się też z tonikiem firmy Ziaja
( tak wiem ta firma to zło bo chemia itd, ale lubię tą markę, ma dobre kosmetyki,
sprawdzają mi się, nie uczulają a chemia jest wszędzie,
wszystko jest rakotwórcze i szkodliwe więc nie będe rezygnowała z produktów,
które lubię i mi służą bo i tak pewnie umrę na jakąś cywilizacyjną chorobę ).
Produkt kosztuje w granicach 10 zł, przyjemnie odświeża, jest bardzo delikatny,
aplikator świetnie go rozpsikuje w drobną mgiełkę.
Czasami pryskam go na makijaż zeby ściągnąć nadmierną pudrowość
i nie rozpuszcza makijażu, a wręcz pięknie go scala.



Na Rossmannowskiej promocji 2+2 na pielęgnacje twarzy zakupiłam bardzo
fajny krem matujący firmy Mixa, który normalnie kosztuje w okolicach 20 zł.
Świetnie sprawdza się na mojej mieszanej cerze, makijaż genialnie się na nim
utrzymuje, w dodatku produkt jest niedrogi także polecam wypróbować.


No i to koniec spóźnionych ulubieńców ( postaram się poprawić! )
Dajcie znać czy znacie te produkty i co o nich myślicie.

niedziela, 7 maja 2017

Ulubieńcy kwietnia 2017!

W kwietniu udało mi się uzbierać kilka porządnych ulubieńców kosmetycznych,
troszkę późno się z wami dzielę ale jestem!


Zaczynam od pielęgnacji bo tutaj znalazł się tylko jeden produkt
i jest to cudownie pachnące mleczko do ciała z Bielendy.
Opowiadałam o nim w poprzednim wpisie.
Kosmetyk ma wygodne opakowanie z pompką, naprawdę cudowny zapach
i przyjemnie nawilża skórę do tego szybko się wchłania. Polecam!



Kiedy zrobiło się troszkę cieplej polubiłam się z fixerem firmy Golden Rose.
Jest bardzo wydajny, cudownie ściąga nadmierną pudrowość i faktycznie utrwala makijaż.
Dodatkowo jest łatwo dostępny i niedrogi, czego chcieć więcej?



Po chyba 2 latach używania matowych pomadek przeprosiłam się z błyszczykami.
Rok temu na promocji w Rossmannie kupiłam bezbarwny błyszczyk z Miss Sporty,
który pięknie pachnie kokosem, daje efekt tafli i jest bardzo komfortowy na ustach.
Jego data przydatności to 24 miesiące więc myślę że dam mu w rok radę,



Żałuję że dopiero teraz zdecydowałam się na bronzer z Kobo Sahara Sand.
Upolowałam go na promocji w Naturze za 12 zł. Jego kolor jest taki subtelny,
że nawet na takiej bladej twarzy jak moja ledwo go widać.
Idealny dla osób początkujących i na codzień kiedy chcemu naprawdę naturalny efekt.


Piszcie koniecznie na dole jacy są wasi kosmetyczni ulubieńcy minionego miesiąca!

wtorek, 25 kwietnia 2017

Nowości w mojej pielęgnacji.

Dużo się ostatnio w moim życiu zmieniło, zmieniło się też kilka produktów
jeśli chodzi o moją pielęgnację i naprawdę warto o nich wspomnieć.



Totalną rewolucją jeśli chodzi o moją pielęgnację stóp stał się krem z Ziaji
( a jakże :) to moja ulubiona firma , bo to Polska marka,
tania przede wszystkim a ma sporo dobrych kosmetyków
no i co najważniejsze produkty te nie są testowane na zwierzętach! )
krem jest z mocznikiem. Zrobiłam sobie zabieg złuszczania stóp no i teraz
jak mam je takie gładziutkie to trzeba je codziennie sumiennie nawilżać,
żeby były miłe w dotyku i latem pięknie wyglądały w sandałkach.
Krem kosztuje ok. 10 zł za aż 100ml także naprawdę ma to sens.
Produkt szybko się wchłania, cudownie nawilża i ma fajną konsystencję.



Jak już jestem przy stopach to pokażę wam te skarpetki złuszczające,
o których była mowa wcześniej. Są one firmy Shefoot, kupiłam je w naturze
w promocji za niecałe 13 zł. Już po 3 dniach skóra z moich stóp zaczęła
się złuszczać, teraz minęło ok. 10 dni i skóra jeszcze schodzi w niektórych miejscach.
Niestety nie złuszczyła się pięt, mam nadzieję że jeszcze zejdzie, ale nawet jeśli nie
to i tak jestem zadowolona bo dawno nie miałam takich gładkich stópek przy
minimalnym wysiłku, bo skarpety zakładamy na ok. godzinkę i np. oglądamy film, 
czytam książke czy siedzimy przed kompem więc nie trzeba się namęczyć
a efekt jednak jest świetny, takiego nie osiągnęłabym pewnie żadną tarką czy pumeksem.



W kwestii pielęgnacji miejsc intymnych również polegam na Ziaji,
ich kosmetyki nie podrażniają, są bardzo wydajne i dają takie uczucie świeżości,
a cena za ogromne opakowanie chyba pół litra albo coś koło tego to zaledwie 8 zł z hakiem.
Teraz mam ten płyn przeciw podrażnieniom i rzeczywiście spełnia obietnicę producenta.



Moja Mamuśka ostatnio zakupiła mleczko do ciała z Bielendy,
o cudownych zapachu kokosowo-daktylowym, jest on bardzo apetyczny i orientalny,
ale ponieważ moja Mama takich zapachów nie lubi mleczka używam ja
i jestem z niego bardzo zadowolona. Zapach jest naprawdę cudowny,
ja lubię takie mocne, zmysłowe zapachy a sam kosmetyk świetnie nawilża,
dobrze się wchłania i pozostawia skórę taką miękką w dotyku. 
No i szacun za wygodne opakowanie z pompką. 
Jedyny minus tego produktu to fakt, że nie jest zbyt wydajny.


Już kiedyś pokazywałam wam płyn micelarny też marki Bielenda
tylko w wersji różowej. Uwielbiam te płyny za pojemność,
bo używam z Mamuśką na spółkę i starczają na ok. 2 miesiące,
dobrze usuwają makijaż, nie podrażniają skóry, nie pozostawiając
uczucia np. tłustej skóry albo przesuszonej. Potem tylko przemywam twarz
szarym mydełkiem ze srebrem albo emulsją micelarną i wiem, że makijażu
na mojej twarzy już nie ma. Cena też przyzwoita, bo stacjonarnie kosztują
koło 16 złotych także to się bardzo opłaca, w necie widziałam za ok. 12 
także minimalna kwota jaką płacimy stacjonarnie za płyny w mniejszej pojemności.



A jakie kosmetyki są waszymi pielęgnacyjnymi niezbędnikami?

Dajcie znać jak podobają wam się zdjęcia w tym poście, bo sprawiłam sobie 
Samsunga S7 i teraz nim zamierzam fotografować moje makijaże,
kosmetyki oraz piękne miejsca, które zwiedzam.
Moim zdaniem aparat w tym telefonie jest bardzo dobry,
ale zależy mi na waszej opinii bo chcę żeby moim czytelnikom
miło się przeglądało to co tworzę dla nich! 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Lakiery hybrydowe Neonail.


W końcu się wzięłam za recenzję, którą obiecywałam już dawno.
Ulubieńców marca nie będzie bo nie używałam za dużo nowych kosmetyków
w tym miesiącu, a te które testowałam niespecjalnie mi przypadły do gustu.


Dzisiaj wezmę pod lupę lakiery hybrydowe marki Neonail.
Posiadam w swojej kolekcji bazę, dry top, hard top oraz 6 kolorowych lakierów
( na zdjęciu, na wzorniku jest 5 oprócz tego mam jeszcze biały,
kolory w rzeczywistości wyglądają tak jak na wzorniku przynajmniej przy moich
ustawieniach monitora i telefonu więc myślę,że śmiało możecie się tym zdjęciem sugerować ). 

Jeśli chodzi o takie kwestie ogólne to:
pędzleki są bardzo dobre, wygodnie aplikuje się nimi lakier zarówno na naturalną płytkę
jak i na pazurki podratowane żelem. Posiadam pojemności 6ml, i przy ilości lakierów
jaką posiadam z różnych marek ( ok. 30 ) oraz przy częstotliwości robieniu manicure
zarówno sobie jak i komuś ta pojemność jest idealna, bo wiem że się nie zmarnuje.
Lakiery trudno odmaczają się w acetonie ale dla mnie to nie jest problem,
ponieważ ściągam manicure pilnikiem bądź frezarką. 

Hard Base oraz Hard Top są w porządku, bez szału niczym nie wyróżniają
się na tle innych marek, można używać i być zadowolonym po prostu.
Jeśli natomiast chodzi o Dry Top to jest bardzo przyjazny,
szczególnie do pyłków typu kameleon czy efekt lustra, bardzo ładnie błyszczy,
no i nie trzeba go przecierać wacikiem  bo nie posiada warstwy dysperysjnej.
Z lakierów kolorowych jestem zaś bardzo zadowolona i będę je chwalić
ponieważ starczają 2 maksymalnie 3 warstwy w przypadku jaśniejszych kolorów
do idealnego pokrycia pazurka. Lakier nie ucieka na skórki,
rozprowadza się równomiernie, nie śmierdzi jakoś strasznie.
Mój manicure wykonany tymi produktami prezentuje się nienagannie do zdjęcia,
o ile z własnej winy sama czegoś nie popsuję np. nie porysuje albo nie złamie pazura.

Lakiery te w wersji 6ml kosztują mniej niż 30 zł. Jest to uczciwa cena
jak na tego typu produkt i moje jedyne zastrzeżenie to kwestia,
jak słabo odmaczają się w acetonie, ale tutaj marki Cosmetics Zone chyba żadna inna firma
niestety nie pobije, bo tamte dosłownie odchodza płatami po max 10 minutach,
tutaj nie pomoże nawet 20 minut siedzenia z wacikami i zawsze trzeba coś spiłować
więc dla osób, które tak lubią zdejmować stare zdobienia to może być problem.
Nie mniej jednak polecam, zwłaszcza do użytku domowego,
konsystencja nie jest zbyt gęsta ani zbyt wodnista więc idealne do nauki,
cenowo są w miarę przystępne i można je zakupić online oraz w drogeriach np. w Douglasie.


A jakie są wasze ulubione lakiery hybrydowe i dlaczego?

środa, 15 marca 2017

Golden Rose - recenzja zbiorcza.

Dalej bazuje na kosmetykach z Golden Rose, jeśli chodzi o posty
 bo oprócz moich prezentów urodzinowych, które dostałam od bliskich
był to jedyny większy zakup kosmetyczny w ostatnim czasie z nowościami.
Moje zbiory kosmetyczne są już naprawdę spore i nie mam potrzeby kupować nic nowego,
a rzeczy które na bieżąco mi się kończą typu tusze do rzęs, podkłady, jakieś kremy
to kupuje na szybko to co już mam wypróbowane, bo odkładam pieniążki
na kursy i szkolenia związane z moją pasją więc nie chce niepotrzebnie rozwalać tych pieniędzy
na rzeczy, które mogą mi się nie sprawdzić bo to podwójny wydatek.



Na pierwszy ogień idzie fixer spray z Golden Rose, jego cena to niecałe 30 zł za 120 ml.
Pięknie ściąga nadmierną pudrowość makijażu i ładnie go scala,
ale nie ma niesamowitego przedłużenia trwałośći makijażu - fajny na codzień,
chociaż atomizer mógłby dozować mniejszą mgiełke bo mam wrażenie że wali 
kroplami po twarzy trochę za bardzo, wolałabym żeby były drobniutkie.



Miracle Pencil miała być niesamowita, wielofunkcyjna, tymczasem dla mnie jako konturówka do ust się nie sprawdza, nadaje się jedynie na linię wodną i do zdefiniowania linii brwi,
w takim kontekście polecam ją i inne kredki tej marki w odcieniach beżu.



Sprawiłam sobie też srebrną, wykręcaną kredkę do oczu ( nr. 06 ) ,
która świetnie robi za bazę pod błyszczący, srebrny cień. Jest trwała,
ma masełkową konsystencje i się cudownie ją rozprowadza.
Ceny kredek GR wahają się w okolicach 4-9 zł w zależności od sklepu,
więc za tą cenę naprawdę można wypróbować różne warianty i kolory. 



Co do eyelinera Dipiliner nie jestem ani przekonana w 100% ale nie mogę
też ocenić go negatywnie. Generalnie jakoś szczególnie się nie rozmazuje,
nie kruszy, ma ładny czarny kolor, ale aplikator dość ciężki w obsłudze,
bo naprawdę ciężko mi nim narysować cieńką, precyzyjną kreskę. 
Bardziej wolę eyelinery z Wibo/Lovely.


Piszcie na dole co sądzicie o kosmetykach marki Golden Rose!?

poniedziałek, 6 marca 2017

Ulubieńcy lutego 2017!

Przepraszam, że tak późno przychodzę z ulubieńcami, miałam plan zrobić ich 
w formie mojego pierwszego filmiku na youtube i o ile wszystko w miarę fajnie mi się nagrało,
i nie najgorzej wyglądało na kompie o tyle po załadowaniu tego na yt filmik za bardzo stracił na 
jakości. I teraz mam pytanie czy youtube po prostu kradnie jakość czy ja coś zrobiłam nie tak?


Lubię luty bo wtedy mam urodziny, są też walentynki więc nie dość, że mam cudowną
okazję do obdarowania bliskiej mi osoby to ja też wtedy prezenty zgarniam,
nie ukrywam, że lubię je dostawać - to cudowne kiedy bliscy o nas myślą
i wybierają dla nas coś co ma nam służyć. Te prezenty od najbliższych przyjaciół i chłopaka
praktycznie zawsze są trafione - ja najczęściej dostaję kosmetyki,
bo każdy kto mnie zna wie jak bardzo mnie to cieszy. 
Sama też chętnie jakiś prezent sobie sprawiam - po prostu kupuje artykuł, który
wcale nie jest mi niezbędny i wmawiam sobie, że to w ramach prezentu... Też tak macie? ;)

Dobra to przechodzę do tych kosmetyków!



Na pierwszy ogień idą lakiery hybrydowe z Neonail. Moja kolekcja w ciągu ostatnich dni
powiększyła się jeszcze o klasyczny top tej marki również w wersji 6 ml. 
Wprawdzie lakiery tej firmy dość trudno usunąć z pazurka za pomocą acetonu,
ale za to mają wygodne pędzelki, ładne krycie i ogromny wybór kolorów. 
Poświęce im osobny wpis kiedy zapoznam się z nimi lepiej,
do moich ulubieńców trafiają kolory Hummingbird, Lady Ferrari i Light Beige,
pozostałe też są przepiękne, ale te według mnie są wyjątkowe i zasługują na wyróżnienie.



Maseczkę - pandę z firmy Bioaqua recenzowałam >>tutaj<<
jestem nią totalnie zauroczona bo po pierwsze cudownie wygląda na mordce 
w trakcie samego " zabiegu ", a po drugie daje naprawdę niesamowity efekt
rozjaśnienia, nawilżenia i rozświetlenia cery.



Jeśli chodzi o pielęgnacje skóry mojego ciała, to bardzo polubiłam się z musem
firmy Organic Shop, który ładnie pachnie truskawką i ma przyjazny dla skóry,
w miarę naturalny skład. Dobrze nawilża skórę, fajnie się rozprowadza i wchłania.
Czego chcieć więcej?



Jeśli chodzi o makijaż to moje serduszko totalnie ukradł tusz do rzęs od Golden Rose,
który kosztuje niecałe 12 zł a robi efekt jak za milion dolarów.
Tusz Essentian full volume & lenght intense black robi niesamowitą robotę bo wydłuża
oraz pogrubia rzęsy, może je lekko sklejać ale ten efekt jest na tyle delikatny,
że oceniam go na plus. Tusz nie kruszy się w ciągu dnia, nie rozmazuje bez powodu
i ma wygodną, silikonową szczoteczkę. Jestem nim naprawdę zauroczona.



Do makijażu twarzy pokochałam krem BB również firmy Golden Rose
w odcieniu nr. 1, który jak na tego typu kosmetyk ma ładne krycie,
daje naturalny efekt oraz ma piękne wykończenie no i faktycznie nie czuć go na skórze.
Na pewno bardzo często będę go używać kiedy już zrobi się ciepło.



W moje łapki trafiła też paletka cieni, głównie w odcieniach nude i różach
idealna do codziennego makijażu, ale jesteśmy też nią w stanie stworzyć coś mocniejszego.
Mamy 12 cieni perłowych, które się mocno błyszczą i mają ładną pigmentację
oraz 6 cieni matowych, które również widać na oku, ale trzeba z nimi ostrożnie pracować
bo dość mocno się kruszą, Polecam tą paletkę osobom, które wolą naturalne
i takie bezpieczne kolory, ale też lubią od czasu do czasu mocniej zaakcentować swoje oko.
Paletka nazywa się Girl Panic i jest firmy Makeup Revolution.



Kolejnym produktem z Makeup Revolution jest paletka róży Sugar and spice.
Mamy tu tak naprawdę 7 róży w tym jeden o błyszczącym wykończeniu
oraz jeden chłodny, różowy rozświetlacz, który również bardzo mi się podoba.
Róże są świetnie napigmentowane a paletka jest idealna dla osób,
które malują nie tylko siebie ale też innych ludzi bo daje wiele możliwości
gdyż kolory można ze sobą dowolnie mieszać i  łączyć by uzyskać odpowiedni efekt.


Znacie te kosmetyki? Co o nich myślicie?

wtorek, 28 lutego 2017

Podkład i krem BB z Golden Rose.

Ostatnio postanowiłam zamówić trochę kosmetyków firmy znanej i lubianej - Golden Rose.
Teraz wezmę pod lupkę dwa kosmetyki, które mają stanowić podstawę makijażu
i zrobić to czego najbardziej wymagamy - zakryć nasze niedoskonałości.


Obydwa kosmetyki kosztowały niecałe 30 zł i obydwa mają po 30ml.


O podkładzie mogę powiedzieć troszkę mniej bo mimo, że zdecydowałam się na odcień
nr 1 okazał się dla mnie sporo za ciemny w dodatku trochę jeszcze oksydował,
więc szybko powędrował do mojej przyjaciółki, która ma ciemniejszą karnację.
Podkład ma eleganckie opakowanie, z wygodną pompką.
Jego konsystencja jest dość gęsta i szybko zastyga więc trzeba z nim szybko pracować.
Krycie jest naprawdę przyzwoite a wykończenie ładnie matowe.
Jeśli chodzi o to jak on się utrzymuje na twarzy to zauważyłam, że jest takim
przeciętniakiem - na jakąś większą imprezę gdzie zależałoby mi na ekstra skórze
przez całą noc raczej bym go nie wybrała, ale w takich sytuacjach ufam zawsze mojemu
ukochanemu, jedynemu Pierre Rene Skin Balance i rzadko sięgam wówczas po inne podkłady.
Można go wypróbować bo dla posiadaczek cery tłustej i mieszanej będzie niezły,
a za tą cenę to naprawdę można zaryzykować - w razie porażki strata jest niewielka,
a podkład to też taki kosmetyk, który zawsze możemy komuś oddać lub odsprzedać.



Krem BB zamówiłam w dwóch odcieniach bo nie wiedziałam, który będzie dobry
ale jak się okazało odcień nr. 1 jest dla mnie idealny.
Produkt znajduje się w tubce i ma dość rzadką konsystencję.
Daje naprawdę niezłe krycie jak na tego typu kosmetyk
i jest bardzo przyjemny w użyciu. Jest to coś idealnego do codziennego makijażu,
zwłaszcza kiedy weźmiemy pod uwagę jego naturalne, lekko błyszczące wykończenie.
Krem ten nie jest super trwały, ale nie jest to według mnie wada kosmetyku,
ponieważ jak sama nazwa wskazuje jest to krem, który ma nam pomóc jedynie
zakryć nasze niedoskonałości, i tego typu kosmetyków nie używa się na wielkie wyjścia,
a właśnie na codzień kiedy zazwyczaj chcemy mieć lekki makijaż, którego nie czuć na twarzy.
Jestem pewna, że teraz przez całą wiosne i pewnie lato będę go używać,
a jak się skończy to kupię sobie kolejny, bo to dobrze zainwestowane pieniążki.


Piszcie w komentarzach co sądzicie o tych kosmetykach i jakie inne kremy BB polecacie!

środa, 22 lutego 2017

Nowe paletki z Makeup Revolution.

Uwielbiam luty bo mam wtedy urodziny a urodziny, to cudowny powód
do spędzenia fajnego czasu z rodziną i przyjaciółmi, a zazwyczaj wtedy dostajemy
też prezenty. Nie ukrywam, że tak samo jak dawać prezenty lubię też je dostawać.
W tym roku dostałam je wyjątkowo udane, a wśród nich znalazły się
dwie paletki firmy Makeup Revolution jedna cieni a druga róży.
Firmę tą znam i lubię bo ma całkiem fajne jakościowo produkty w niskich cenach
więc jak najbardziej jestem zadowolona.



Paleta cieni Girl Panic to paletka idealna dla osób, które na codzień nie lubią poszaleć z makijażem,
wolą stonowane odcienie beżu, brązu czy różu z domieszką pomarańczu,
ale lubią też mieć błysk na oku i możliwość wyczarowania czegoś mocniejszego na oku
od czasu do czasu. Cienie są ładnie napigmentowane, te perłowe polecam nakładać
na mokro wtedy najpiękniej wyglądają, a z cieniami matowymi
trzeba uważać bo dość mocno nawet jak na MUR się sypią.
Do paletki mamy dołączoną pacynkę - ja właśnie często nakładam nimi błyszczace cienie,
bo w ten sposób uzyskuję najlepszą pigmentację. 
Swatchy wam nie pokaże bo zdjęcia mi gdzieś poznikały więc musicie mi wierzyć na słowo,
że ta paletka jakością jest taka jak inne paletki tej firmy - czyli w moim odczuciu
jak na cenę jest naprawdę przyzwoicie. A kolorki jak sami widzicie - bardzo ładne
i można z nich stworzyć wiele ciekawych makijaży na codzień czy na większe okazje.



Z okazji urodzin zgarnęłam też piękną paletkę róży, która od dawna za mną chodziła.
Mamy to tak naprawdę 7 róży oraz jeden rozświetlacz ( ostatni w pierwszym rzędzie ).
Są dobrze napigmentowane a kolorki bardzo zróżnicowane więc znajdziemy tutaj
odcienie idealne na codzień, bardziej stonowane i też takie dziewczęce odświeżające cerę.
Są dobrze napigmentowane więc należy z nimi uważać, żeby nie zrobić sobie plam,
ale ja raczej nie mam z tym problemów. Bardzo brakowało mi takiej paletki,
w której wszystkie róże będę mieć w jednym miejscu - dla mnie początkującej
makijażystki jest to wygodne rozwiązanie, ale praktyczne też dla dziewczyn,
które po prostu lubią róże do policzków i chcą móc mieć ich ogromny wybór.
Nie wiem dlaczego na ręce swatche tych róży wypadły tak słabo,
skoro na twarzy widać, że są naprawdę mocno napigmentowane.




A wy znacie te paletki i lubicie kosmetyki Makeup Revolution?

poniedziałek, 13 lutego 2017

Bioaqua - maseczka panda!


Zawsze byłam ciekawa maseczek w płachcie więc na urodziny od przyjaciółki
dostałam właśnie taką uroczą pandę, która ma za zadanie rozjaśniać naszą cerę,
dodawać jej blasku, nawilżać, usuwać zaskórniki i wygładzać.
Czyli ogólnie ma robić super, hiper efekt... i rzeczywiście daje radę!


Maseczkę trzymałam na buźce ok. 40minut bo na opakowaniu nie ma opisu
po Polsku ile ją trzymać, a poza tym chciałam ją maksymalnie wykorzystać.
Cera rzeczywiście jest po niej intensywnie nawilżona, wygładzona,
rozświetlona i wygląda na taką lekko rozjaśnioną.
Maseczka daje lekkie uczucie chłodzenia więc polecam ją sobie zrobić np. na kaca,
ja dzień po imprezie zdecydowałam się jej użyć i była to podwójna przyjemność ;)
Wyszukałam je w internecie i dowiedziałam się, że takie pandy kosztują ok. 10 zł
i już zamierzam się zaopatrzyć w kilka sztuk! 
Pierwszy raz jestem AŻ tak zadowolona z maseczki. 


A wy lubicie maseczki w płachcie? Jakie są wasze ulubione? 

środa, 1 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia 2017

Nie wiem jakim cudem pierwszy miesiąc nowego roku jest już za nami.
Mam tylko dwóch ulubieńców kosmetycznych w tym miesiącu.



Kupiłam sobie na allegro 8 kolorków lakierów żelowych firmy NYC,
gdzie za sztukę wychodziło ok. 4 zł więc naprawdę bardzo taniutko.
W opisie aukcji było napisane, że jest to lakier hybrydowy ale na opakowaniu
widać, że jest to lakier żelowy. Kupiłam je bardziej pod własny użytek a noszę
żele praktycznie zawsze i kolor ściągam frezarką lub pilnikiem więc nie powiem
wam czy się odmaczają w acetonie czy nie, ale dziewczyny w grupach fb pisały,
że idzie to bardzo ciężko i lepiej to zrobić pilniczkiem. 
Opakowania są strasznie dziadoskie, numerki się odklejają, ale pędzelek wygodny, kolory piękne
i bardzo dobrze napigmentowane. Za tą cenę naprawdę warto kupić i wypróbować.



Od dawna chodziła za mną paletka Makeup Revolution Eyes Like Angels
i w końcu stwierdziłam, że te niecałe 40 zł to wcale nie duży wydatek
jak za taką obszerną, piękną paletkę z dużym lusterkiem. 
Cienie bardziej perłowe i matowe są naprawdę kiepskiej jakości
nawet jak na MUR, ale te metaliczne cienie są tak cudowne,
że praktycznie codziennie sięgam po tą paletkę
bo mają przyjemną, masełkową konsystencję i nie tracą na intensywności w ciągu dnia.
Moim zdaniem taka paleta jest idealna dla osób, które lubią zaszaleć
w makijażu a niekoniecznie chcą wydawać kupę kasy.
Jeśli chodzi o dobór kolorystyczny to nie jest on zbytnio przemyślany 
ale ja mam bardzo dużo cieni więc mi to nie przeszkadza bo zawsze jakoś to połączę
i coś ładnego wymyślę,a po złoto i srebro z tej paletki sięgałam czesto
podczas makijaży studniówkowych bo dziewczynom się bardzo podobały.


Piszcie w komentarzach czy znacie te produkty i co o nich myślicie!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Higiena w salonach urody.

Dzisiaj postanowiłam poruszyć bardzo ważny temat a często pomijany,
HIGIENA przy zabiegach urodowych np. makijaż, manicure, pedicure, przedłużanie rzęs itd.
Od razu zaznaczę, że nie jestem osobą, która ukończyła jakiekolwiek kursy - jestem samoukiem.
Moja wiedza na temat zarówno prawidłowych technik jak i higieny pracy pochodzi
z internetu, z youtube i przede wszystkim grup urodowych na facebooku
gdzie wystarczy trochę się wysilić, poszukać w lupce lub zapytać bardziej doświadczonych
a można dowiedzieć się wszystkiego co trzeba bo higiena pracy to pamiętajcie
żadna tajemna wiedza przekazywana w plemieniach stylistek tylko ogólnodostępne informacje,
które warto poznać by wiedzieć czy korzystać z uslug danej osoby lub salonu.
Zresztą jak się nieraz okazuje nawet na kursach, za które nieraz można zapłacić 
porządne pieniążki możemy się dowiedzieć takich głupot, że się w głowie nie mieści
np. że wystarczy spryskać jednorazowy pilniczek ( papierowy ) płynem do dezynfekcji 
i można go używać na kolejnej klientce... To nie są rzeczy wyssane z palca,
to są rzeczy, które właśnie w grupkach urodowych na fb czytałam i aż oczom nie wierzyłam.
Ogólnie do napisania tego postu zainspirowała mnie właśnie komentarzowa dyskusja
gdzie dziewczyna, która pracowala już w kilku salonach opowiedziała
straszną historię o jednorazowych, papierowych pilniczkach właśnie:
Pilniczki nie były wyrzucane po każdej klientce tylko używane do tego stopnia, że zmieniały
kolor z bieli na brąz... A dezynfekcja polegała na zamoczeniu ich na chwilę w sterylizatorze...
Więc postanowiłam napisać do tej dziewczyny i poprosić
o kilka historyjek z takich salonów a oto, niektóre z nich: 
- kapturki do pedicure nigdy nie były jednorazowego użytku
- mezoterapia to nakłuwanie skóry a końcówki do tego zabiegu były wrzucane
do płynu do dezynfekcji, który był w kieliszkach na wódke 
- czepki jednorazowego użytku były prane a jak już się rozpadły to cięto je na kawałki
i używano przy mikrodermabrazji jako filtry nie przepuszczające złuszczonego naskórka
- krew przy zabiegach zmywana wacikami mocznonymi w miseczce z wodą,
która często była czerwona od krwi a potem ją wylewano,
pryskano spirytusem czy czymś takim i wlewano nową czekając na kolejną klientke
- zmieniano daty ważności kosmetyków
- tej dziewczynie kazano wkładać niewystrylizowane cążki do rękawów sterylizacyjnych
żeby klientki myślały, że narzędzia są prosto z autoklawu 
Co więcej te historie pochodzą ponoć z salonu, który był jednym z lepszych i dostał
wyróżnienie na Podkarpaciu ... 
Sama spotkałam się z kilkoma takimi rzeczami:
Poszłam z moim chłopakiem do fryzjera u niego na osiedlu bo chciał sobie zrobić
fajną fryzurkę jak szliśmy na miasto - samo modelowanie włosów.
Fryzjerka wyczesała go brudną szczotą pełną kudłów po milionie innych klientów.
Co więcej obok tego fryzjera jest szewc a u fryzjera jest też pani robiąca mani, pedi etc
przyszedł sobie szewc i mówi - aa pani Halinko ja tu sobie pożyczę lakier bo buta musze
zamalować bo się farba zdarła... - nawet tego komentować nie muszę,
zabroniłam mojemu tam chodzić i wyjaśniłam, że ja z nim po lekarzach chodzić nie będę
jak coś złapie w tym " salonie " a ja dalej nie mogę przeżyć, że to widziałam na własne oczy.
Robiłam też kiedyś koleżance pazurki, wyjmuje czyściutki pilniczek, bloczek i patyczek, którym
odsunęłam skórki. Po skończonym mani pytam się czy mam wyrzucić ten pilniczek
czy chciałaby zabrać go do domu bo może się przydać, a ona taka zdziwiona,
że jak to nie będe innym osobom tym pilniczkiem robić i że zawsze w salonie
jej robili mani takim styranym pilniczkiem... włosy stają dęba na głowie jak sie to słyszy.
Często słyszy się też o brudnych pędzlach czy używanie jednej szczoteczki od tuszu
dla wszystkich ( tej która jest w tuszu ) a wiadomo, że oczy są bardzo wrażliwe
i wzrok wbrew pozorom łatwo sobie uszkodzić przy okazji się nacierpieć
jak się czymś dziwnym od kogoś zarazimy.


Na mocy prawa cytatu zamieszczam zdjęcie brudnego pędzelka...
Nie chciałybyście być nim malowane prawda?

Zapytałam w mojej ulubionej grupie o koszmarne historie z salonów
i naprawdę jestem przerażona. Często jest tak, że zarówno tanie salony i osoby świadczące
usługi oszczędzają niestety na higienie ale też drogie salony mają w dupie higiene
więc po cenie nie idzie wywnioskować czy dana usługa będzie przyjemna,
bezpieczna i dobrze wykonana ( bo to co czasami wynoszą dziewczyny
po pseudoprofesjonalistach to woła o pomste do nieba, brzydki makijaż
zrobiony na odwal się źle dobranymi kosmetykami czy pozalewane skórki przy manicure
to niestety częsta zmora osób takich jak ja. Często koleżanki piszą do mnie:
" Truśka błagam uratuj bo mi laska w salonie skasowała 100 zł
i spieprzyła paznokcie poodpadały wszystkie na drugi dzień a jutro mam ważne wyjście" itd ).

Niestety takich historii o braku jakiejkolwiek higieny i świadomych zaniedbaniach jej
jest mnóstwo dlatego warto zwracać szczególną uwagę na:

- czystość stanowiska pracy
- czy produkty, które z założenia powinny być jednorazowe
nie noszą śladów wcześniejszego użytkowania
- czy ogólnie w danym salonie czy w domu osoby, która was przyjmuje na zabiegi
jest po prostu czysto i czy ta osoba jest czysta, zadbana
- czy pędzle do makijażu nie wyglądają jakby były przed chwilą używane na kimś innym
- czytać opinie na temat danego salonu/danej osoby czy inne klientki nie zauważyły
czegoś podejrzanego
- do niektórych rzeczy trzeba mieć rękawiczki ze względów higienicznych jednak
 warto się zorientować czy te rękawiczki nie były wcześniej używane dla poprzednich klientek
bo wówczas takie rękawiczki to tylko wyglądają fajnie i profesjonalnie
a mogłoby równie dobrze ich nie być i było by bardziej higienicznie
ale tutaj trzeba wrócić do punktu : produkt jednorazowy używamy jeden raz dla jednej osoby

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości masz prawo po prostu ZAPYTAĆ.
To logiczne, że płacisz więc wymagasz.
Jeśli przychodzisz i widzisz, że ktoś odwala fuszerke albo że na samym początku
wizyty np. na stole do manicure jest pełno brudu i pyłu masz prawo
wymagać odpwoiedniego wyczyszczenia i zdezynfekowania stanowiska
chociaż ja na Twoim miejscu serdecznie podziękowałabym za taką usługę
bo skoro na pierwszy rzut oka widać, że coś jest nie tak wcale nie będzie lepiej potem.

Jeśli wybieracie się do kosmetyczki wizażystki czy gdziekolwiek indziej gdzie istnieje
zwiększone ryzyko zarażenia się jakąś chorobą warto wygooglować sobie informacje
jak proces dbania o higienę powinien przebiegać i zwrócić uwagę
na stanowisko, sprzęt i osobę usługję wykonującą.

Na koniec taki smaczek niesmaczek


Miałam tego nie wstawiać ale to idealny akcent na zakończenie dzisiejszego wpisu...


Mam nadzieję, że post się przydał no i zapraszam do komentarzowej dyskusji
o koszmarach, z którymi wy spotkałyście się podczas
na pozór przyjemnych i bezpiecznych zabiegów urodowych.

czwartek, 5 stycznia 2017

Ulubieńcy roku 2016

Wybaczcie małą aktywność z mojej strony ale jestem dość zabiegana ostatnio
a teraz w dodatku dopadła mnie paskudna grypa.
Przygotowałam dla was ulubieńców kosmetycznych minionego roku,
z pewnością nie są to wszystkie kosmetyki, które skradły mi serduszko
ale postanowiłam się ogarniczyć do tych najbardziej przełomowych. 



Jeśli chodzi o makijaż to ten zestaw pędzelków z ali jest naprawdę genialny.
Syntetyczne włosie, które jest bardzo milusie. Używam ich ładnych pare miesięcy 
a ani nie straciły koloru z trzonków ani włosie nie zaczeło wypadać.
Bajecznie mi się nimi maluje i używam każdego z tych 7 pędzli.



Podkład Pierre Rene Skin Balance jest jednym z większych odkryć minionego roku 
nr. 20 jest dla mnie prawie idealny ( minimalnie za ciemny ale jak go lekko rozjaśnię 
albo rozprowadzę na szyję to nie widać różnicy ).
Podkład ma świetne krycie, wygodne opakowanie z pompką, i jest bardzo trwały.
Idealny dla cery tłustej, mieszanej i normalnej a co więcej ma bardzo atrakcyjną cenę
bo zaledwie 30 zł. Moim zdaniem dorównuje podkładom selektywnych marek. 



Kolejnym świetnym podkładem, który odkryłam w 2016 roku jest Ideal Face od Ingrid Cosmetics.
Jego cena nie przekracza 20 zł. Ma do siebie to, że również jest trwały i ładnie kryje
ale mniej niż Skin Balance. Za to krycie można nim budować. 
Ja używam nr. 10 i jest dla mnie idealny ale teraz zauważyłam,
że nie mogę nigdzie w internecie go dorwać - oby go nie wycofali.



Zakochałam się w paletce do brwi Freedom Makeup w wersji medium-dark.
Mamy 12 kolorów, którymi pomalujemy praktycznie każdemu brew, świetny korektor
do zdefiniowania linii brwi oraz bajeczny, różowy rozświetlacz. 
Paletka kosztuje prawie 50 zł ale to stosunkowo nie wiele biorąc pod uwagę fakt
ile mamy tutaj świetnych jakościowo kosmetyków. 



Jeśli chodzi o makijaż ust zakochałam się w płynnej matowej pomadce Golden Rose nr. 10.
Kolor jest cudowny, pigmentacja niczego sobie oraz jej trwałość i komfort noszenia na ustach.
To zdecydowanie moja ulubiona pomadka roku 2016! 



Bardzo fajnie używa mi się transparentnej konturówki również Golden Rose,
którą można obrysować usta pod dowoloną pomadkę a jej cena nie przekracza 8 zł.



Paletke In theBalm or Your Hand uzywam już równy rok i najbardziej zakochana jestem
w różu Hot Mama oraz rozświetlaczu Mary Lou. Sięgam po nią bardzo często,
a w żadnym kosmetyku jeszcze nie widać denka więc jak widać to była dobra inwestycja. 



Moim ulubionym bronzerem w tym roku zdecydowanie okazał się kwadratowy koleżka
firmy Hean, który ma piękny, chłodny kolor oraz bardzo dobrą pigmentacje i trwałość.



Najlepsza baza pod cienie do powiek z jaką miałam w tym roku styczność to baza z Avonu,
której regularna cena to ok. 20 zł a ja dorwałam ją w promocji za ok. 12.
Cienie trzymają się na niej aż do zmycia i bardzo ładnie podbija ich kolor,
oraz wyrównuje koloryt naszej powieki, pomaga ukryć żyłki itp. 



Przy perfumach Mel Merio z Rossmana, które można kupić za ok. 10 zł ( 10ml ) lub 20 zł (50ml)
chowają się wszystkie wysokopółkowe zapachy. Pachną tak cudownie i oryginalnie, że nie
mogę przestać się nimi zachwycać i utrzymuje się ten on naprawdę długo
jak rano się nimi "wypachnię" to do późnej nocy czuje ten bajeczny zapach.



Jeśli chodzi o paznokcie to pokochałam lakiery hybrydowe Cosmetics Zone,
które pięknie się utrzymują na pazurkach, łatwo się z nimi pracuje
i mają przyzwoite krycie. Stosunek ceny do jakości też bardzo przyjemny.



Krem do rąk Evree max repair świetnie nawilża dłonie, koi podrażnienia 
i szybko się wchłania więc jest idealny do użytku w ciągu dnia.
Nie kosztuje więcej niż 10 zł więc naprawdę warto się z nim zapoznać. 



Jeśli musiałabym wybrać tylko jeden kosmetyk, który najbardziej zmienił moje 
kosmetyczne życie w 2016 roku to postawiłabym na balsamy do ust Chapter.
Są genialne - cudownie nawilżają usta i na długo, są bardzo wydajne i mają atrakcyjną cenę.



Czy któryś z moich ulubieńców roku wam też tak bardzo przypadł do gustu?